Zostałam nominowana do Liebster Award przez Jewelke za co bardzo jej dziękuję :D
Wszystkie blogi które czytam już dostały taką nominację (przynajmniej tak mi się wydaję) więc postanowiłam nie nominować własnych. Jeśli ktoś chciałby otrzymać takie pytania, pobawić się to śmiało napiszcie w komentarzach pod tym postem :D
1.Ile masz lat?
Mam lat 14, do 15 jeszcze muszę poczekać kilka miesięcy :)
2.Twój ulubiony artysta One Direction?
Ugh, nie lubię takich pytań, bo nie mogę się zdecydować! Wszystkich kocham :3 No ale dobra 1. Niall 1,5 Harry
3. Twój ulubiony kolor
Bardzo ciemny czerwony (choć to się bardzo często zmienia)
4 Pies vs. kot
Zdecydowanie pies!
5. Słodycze czy zdrowe jedzenie?
I jak tu wybrać Jeśli powiem słodycze to uznacie mnie na łakomczucha, obżartucha itp (którym jestem) a jeśli powiem zdrowe jedzenie to nazwiecie mnie... nie wiem jakimś snobem czy coś xD. Więc... odpowiedzcie sobie na to pytanie same ;p
6.Ulubiona piosenka?
Też trudne pytanie. One Direction (na stan obecny) Summer Love, Last First Kiss
A nie 1D One Night Only- Bring Me Back Down
7.Twoje hobby?
Pływanie
8. Ulubiona lub szczęśliwa liczba.
Kiedyś 2, teraz... nie wiem xD
9.Twoje motto?
'Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz' (tzn. nie mam jakiegoś takiego motta, którego się ściśle trzymam, to jest co mi pierwsze przyszło do głowy... więc tak jakoś stwierdziłam, że... no nieważne)
10. Ulubiony autor książek.
Nie posiadam, ale bardzo cenie i uwielbiam J.K Rowling. Harry Potter rządzi, są to książki do których wracam najczęściej
11.Co wolisz bardziej robić, aktywnie spędzać czas, czy leniuchować?
No znowu! Nie wiem! Pewnie, że leniuchować, ale też bez przesady. Lubie się też czasem zdrowo poruszać :)
I to by było na tyle. Teraz postaram się coś naskrobać. Może jakiś rozdział z tego wyjdzie, ale niczego nie obiecuję.
Pozdrawiam
Han*
poniedziałek, 4 lutego 2013
piątek, 25 stycznia 2013
Rozdział 43
Po szkole wróciłam do domu z zamiarem odrobienia szybko
lekcji, by potem moc bezstresowo spędzić czas z Niallem. W pewnej części nawet
mi się to udało, gdyż zaraz po powrocie i dogłębnym przeszukaniu domu czy aby na pewno gdzieś się
nie ukryły słodycze rzeczywiście zrobiłam lekcje. Zrobiłam wszystko.
Nadrobiłam zaległości i byłam z siebie bardzo dumna. Moim kolejnym celem było
nie uśnięcie. Po wczorajszej wycieczce z Harrym mój organizm nie należał do
wypoczętych. Usiadłam przed telewizorem i uporczywie wpatrywałam się w migające
obrazki. Chyba jednak mój plan się nie powiódł. Ze snu wyrwał mnie dotyk czyichś ust na
własnych. Od razu wiedziałam do kogo należą, z nikim innym nie dało się ich
pomylić, a na dodatek towarzyszył im ten zapach. Zmusiłam odrętwiałe ręce do
współpracy; znalazły szyję blondyna i uwinęły się wokół nich niczym wąż. Po
chwili leżał nade mną namiętnie całując. Nie wiem, w którym momencie znalazłam
się na nim, ale to nieważne. Najważniejsze, że był tu teraz ze mną, a ja czułam się jak najważniejsza osoba na
świecie.
-Tak budzić się mogę zawsze i wszędzie.- powiedziałam tuż
nad jego ustami, a on się zaśmiał i wpił w moje usta z jeszcze większą zachłannością.
-Kocham cię- wyszeptałam.
-Ja ciebie też.
Przez pierwsze minuty po prostu siedzieliśmy wtuleni w
siebie. Już dość długo nie mieliśmy okazji pobyć sami, tak zupełnie sami, bez
żadnego towarzystwa w obrębie przynajmniej jednego mieszkania. Tęskniłam za nim
i cieszyłam się każdą chwilą czasu spędzonego w jego towarzystwie. On
najwidoczniej czuł to samo, bo co chwila pochylał się i całował moje włosy,
czoło, policzki, nos, by na koniec zejść do moich rozpalonych ust . A ja za
każdym razem szeroko się uśmiechałam.
-Z tego co wiem to chciałaś się mnie o coś
zapytać?-wymruczał w moje włosy. Ach tak. Przecież po to się dzisiaj
spotkaliśmy.
Wyrwałam się z jego uścisku, na co zareagował głośnym
westchnięciem. Nie wiedziałam jak zareaguje, więc wolałam widzieć jego twarz.
Usiadłam naprzeciwko Nialla, po turecku.
-Bo widzisz… U nas w szkole, dowiedziałam się, że za
tydzień, w niedzielę, jest organizowana 90-dniówka. To taka impreza, mająca na celu świętować 100
dni do matury.
-Sto? A nie 90?
-No tak. U mnie w
Polce jest tradycją studniówka, a tutaj ten bal jest zorganizowany i wymyślony
na szybko, więc powstała dziewięcdziesiątkniówka. A i tak naginamy zasady, bo
90 dni też zaraz upłynie. Wiec koniec końców będą to walentynki- uśmiechnęłam
się niepewnie.- A nie nazywa się walentynkami, bo inaczej nikt by nie
przyszedł.
-No dobra to teraz rozumiem, ale nie rozumiem w czym ja
jestem potrzebny?- zapytał z kamienną twarzą.
-Ale… jak to?- wydukałam- Przecież myślałam, że to ocz…
-Żartuję!- powiedział i rzucił się w moją stronę, tak że po
chwili leżeliśmy jak dłudzy na kanapie, mocno w siebie wciśnięci.- chodzi o to
czy nie poszlibyśmy razem, tak? Ja jako twój partner?
-Tak!- wykrzyknęłam ucieszona.
-Gdybyś widziała swoją minę!- zaczął się ze mnie perfidnie
naśmiewać.
-To nie jest zabawne! Czemu wszyscy zawsze próbują mnie
denerwować! I nie mów, że się ‘fajnie denerwuje’ bo słyszałam to już nieraz.- od
razu go uprzedziłam, widząc że otwiera usta by coś powiedzieć.
-Ale to prawda!- naburmuszona odwróciłam się do niego plecami.-
Ale czy od innych w ramach rekompensaty dostajesz to?
-Co?- warknęłam i delikatnie odwróciłam głowę w jego stronę,
a on od razu to wykorzystał i przytknął
swoje wargi do moich. Z biegiem czasu jego żar zaczął stapiać moją ‘oblodzoną’
maskę. Czy on musi tak na mnie działać? Westchnęłam i odwróciłam się w jego
stronę, nadal nie odrywając ust. Przyległam do niego mocniej, on złapał mnie w
tali i przysunął jeszcze bliżej, w taki sposób, że między nami nie było już ani
milimetra wolnej przestrzeni.
-Ugh- warknął w moje usta słysząc dzwonek swojego
telefonu.-Harry. Nie dzwoniłby gdyby nie było to coś ważnego. Halo? U Hanki…
Co, niby jaki wywiad? Aaaa- jego ręka powędrowała do czoła i zaczęła je masować-
No tak, zupełnie wyleciało mi to z głowy. Tak, tak już się zbieram- popatrzył
na mnie przepraszająco, a ja już wiedziałam, że nasze spotkanie właśnie
dobiegło końca.- Bardzo cię przepraszam, ale jutro mamy jakiś wywiad w porannym
programie, co znaczy, że trzeba się wcześnie zwlec. Paul goni.
-Uhh. No dobrze, rozumiem- powiedziała, nie kryjąc
niezadowolenia.
-Nie smutaj!- uniósł mój podbródek delikatnie w górę i
złożył soczystego całusa w moje lekko rozchylone usta- Ale będziesz nas
oglądać?
-No nie wiem czy zdążę, o której to się zaczyna?
-O 8 bodajże. Ale głowy nie dam.
-W takim razie początek mi się uda, ale jutro idę na drugą
lekcje, więc…
Ostatni raz się pochylił i pocałował namiętnie, nie chcąc go
puszczać oplotłam jego szyję i pociągnęłam z powrotem na kanapę. Wyczułam jego
uśmiech, ale zaraz potem wstał z przepraszającą miną. Słyszałam jak zakłada
buty. Zwlekłam się i powędrowałam do przedpokoju.
-Obiecujesz, że w sobotę ze mną pójdziesz?
-Obiecuję.- podszedł do mnie i po raz ostatni cmoknął. Zaraz
po tym drzwi się zamknęły, a ja zostałam sama.
***
W biegu jadłam kanapkę, równocześnie włączając telewizor.
Uff! Jeszcze są reklamy. Pognałam na górę się ubrać. Dziś wybrałam grube szare
rajstopy, krótkie dżinsowe spodenki i czerwona koszulę w kratę. Dopinając
ostatnie guziki zbiegłam na dół i zasiadłam przed telewizorem. Chłopcy właśnie
wchodzili. Zasiedli na kanapie ledwo się mieszcząc. No cóż, odwieczny problem
wciąż nie rozwiązany. Na początku dziennikarka pytała się o jakieś pierdoły, świetnie czyli najlepsze
zostawiają na koniec, akurat wtedy kiedy ja będę goniła do szkoły.
Stwierdziłam, że na razie nie ma sensu oglądać. Poszłam spakować torbę. Schodząc na dół po schodach do kuchni prawie
się wygrzmociłam. ‘Zapowiada się cudny dzień”. Od razu pomyślałam. Na chwilę
jeszcze usiadłam przed ekranem, ale zerknęłam na zegarek i okazało się, że
muszę się zbierać.
-No Harry teraz mam pytanie skierowane do ciebie, a tak
właściwie do ciebie i Nialla…?
Dalej nie dane mi było oglądać, bo zgasiłam telewizor. A to
akurat wydawało się ciekawe! Super. Zła wyszłam z domu i pobiegłam w stronę
metra.
***
-To z kim idziesz na bal?- zapytała Kate z pretekstem
podjęcia tematu, który leżał jej na sercu już od rana.
-Czy to pytanie nie jest zbędne? Przecież to oczywiste!
Przyznaj się, po prostu chcesz się trochę poekscytować!- wzięłam się pod boki i
wierzyłam w jej kierunku wskazujący palec.
-Dobra masz mnie!- załamała ręce, ale zaraz potem je
podniosła wyżej i zaczęła gestykulować.- Wszyscy wiedzą, że idziesz z
blondynem, ale nikt nie wiem z kim idę ja!- popatrzyłam na nią wyczekująco,
mając cicho nadzieję, że usłyszę imię Harry. Czułabym się lepiej gdyby i on tam
był. Ale NIE BĘDĘ nic mówiła. Niech sobie sami radzą. Jestem nieugięta!
-No..?!- ponagliłam ją.
-Z Georgiem!- spojrzałam na nią z niedowierzaniem.-Z tym Georgiem?!
Georgie był ‘tym popularnym’ facetem w szkole. Kate zawsze
na niego krzywo patrzyła (jeśli w ogóle patrzyła). Nigdy o nim nie rozmawiała,
ale widać było, że strasznie ją irytuje. Na wszystkich się wypinał, był
chamski, arogancki. Wyjątkiem była jego ekipa. Fakt faktem był przystojny… a
nawet bardzo przystojny, ale to nie zmienia jego osobowości.
-Mówisz poważnie?
-Ja najpoważniej!
-Z tym idiotą?!- powoli czułam, że zaraz wybuchnę.
-Wcale nie jest takim idiotą!
-Od początku liceum za takiego go uważałaś, co się stało?
Co?!- zaczynałam rozpaczać.
-No nie wiem! Podszedł do mnie na przerwie i zapytał się czy
nie chciałabym być jego partnerką. Z początku go wyśmiałam, ale widząc jego czarne
tęczówki zmiękłam. Były takie szczere i
piękne! Oczarował mnie.- mówiła nie patrząc mi w oczy.
-Ależ ty go nie nawiedzisz! Tyle razy poniża inne osoby, a
ty za jednym spojrzeniem wybaczasz mu wszystko. Przyznaj się- wymierzyłam w nią
palec- kto ma być zazdrosny?!- zapytałam, doskonale znając odpowiedź.
-Żartujesz? Zapytał się mnie, a ja się zgodziłam! O co tyle
szumu?!Ruszam naprzód! Powinnaś się cieszyć!- zawołała oskarżycielskim tonem, a w kąciku oka zobaczyłam pojedynczą łzę.
-Kate… przepraszam- zawołałam, ale ona już nie słyszał, bo
pobiegła w głąb korytarza.
Czemu muszę być taką
idiotką? Czemu?! Przeklinałam na siebie w myślach. Zawsze ja muszę być takim debilem, zanim powiesz POMYŚL Hanka! Cały
dzień nigdzie nie mogłam znaleźć Kate. Chyba się zerwała. Ona go tak kocha, on
ją też. Czemu nie mogą się zejść z powrotem? Coraz bardziej zaczynałam wątpić w moje postanowienie nie wtrącenia się. Inaczej nigdy się nie uda. Blondyna
będzie pokazywała, że wszystko jest w porządku. Że umawia się z innymi, że
radzi sobie bez niego i jest równie szczęśliwa. On jej będzie na to pozwalał,
bo jest zbyt wielkim dżentelmenem. Jeśli mu nie powiem, że ona nadal go kocha to sam nie zrobi pierwszego kroku. Boi się, nie chce niszczyć tego co jak na
razie udało im się odbudować, obawia się odrzucenia albo postanawia trwać w postanowieniu
odpuszczenia? Nie wiem, naprawdę nie wiem! Dobra, na razie poczekam. Zobaczę co
się wydarzy między Kate a Georgiem na balu, a potem zdecyduję. Teraz odpuszczam
i całkowicie się wyłączam.
Mogę do was wpaść po
szkole? To był ciężki dzień:(
Jeśli chcesz
Taką właśnie dostałam odpowiedź od mojego ukochanego. Mocno
się zdziwiłam. Wyczułam, że coś jest nie w porządku. I wyczułam też, że od
niego odpowiedzi nie dostanę, a na pewno nie przez telefon. Wybrałam numer
Harry’ego, ale nie odbierał.
Nie mogę odebrać, o co
chodzi?
Co się stało Niallowi?
Czytasz czasem gazety?
Nie.
To zacznij!
Że co? O co w ogóle chodzi z tą gazetą? Co im się wszystkim porobiło?!
Co ja IM zrobiłam? Przecież jeszcze wczoraj wieczorem wydawało się, że wszystko
jest w jak najlepszym porządku. Ba! Nawet rano w wywiadzie Niall był
zadowolony. Nic nie rozumiem. Z kłębiącymi się myślami pojechałam do domu.
Chyba nie byłam szczególnie mile widziana u chłopaków.
Powiesz mi co się
dzieje? Czy będziesz się boczyć? Tylko o co!
Tak jak się spodziewałam od blondyna odpowiedzi nie
dostałam. Albo wyłączył telefon i poszedł spac. Albo wyciszył telefon i wsadził
go gdzieś głęboko i zajada się jakimś pysznym daniem. No właśnie, jestem
cholernie głodna! W domu zrobiłam sobie makaron z sosem pomidorowym i usiadłam
z książką na parapecie. Po kilkudziesięciu minutach rozległ się dźwięk
telefonu. Latałam po całym domu w poszukiwaniach. Niestety nie zdążyłam. Miałam
nadzieję, że osoba chcąca się ze mną skontaktować nie przystanie na jednym
połączeniu. Chyba czytasz mi w myślach! Uśmiechnęłam się sama do siebie. Telefon
zadzwonił kolejny raz. Tym razem go znalazłam. Na wyświetlaczu pojawił się
Harry, delikatnie się uśmiechnęłam, ale miałam cichą nadzieję, ze to Nialler.
-Halo?-odezwał się zachrypnięty głos.
-No halo?
-Hania?
-A kto inny?- zadrwiłam usadzając się z powrotem na
parapecie.
-No ile można podchodzić to głupiego telefonu!- powiedział
wyraźnie zły.
-Co wy się wszyscy dzisiaj tak zachowujecie, no! Ty, Niall,
Kate! Zaraz nie wytrzymam!
-Mamy sytuację kryzysową, szybko przyjeżdżaj do nas! A co
się dziej Kate?- zapytał wyraźnie zaciekawiony
-Nie twój zasrany interes!- natychmiast zakryłam ręką usta i
zaczęłam gorączkowo przepraszać Hazze, wyraźnie dotkniętego.- Boże Harry tak
bardzo przepraszam! Nie chciałam! Widać to już przeszło na mnie. -Przepraszam!-
jeszcze nigdy nie przeklęłam na Harolda tak na poważnie.
-No dobra, już dobra po prostu przyjedź, musimy pogadać.
Wszyscy.
Z dziwnym uczuciem w sercu zaczęłam się zbierać do wyjścia. Pędziłam
ile sił, ale oczywiście jak na złość wszystkie środki komunikacji spóźniały
się. Na dodatek cały czas miałam wrażanie, że ktoś za mną idzie. Z wielką ulgą
doszłam do domu chłopaków. Zaraz w dziwach powitał mnie Loczek. Minę miał
nieciekawą. Przyłożył palec na ustach nakazując milczenie, po czym zaczął się
szybko ubierać. Wyszliśmy na mróz.
-Możesz mi powiedzieć o co chodzi?!
Nie odpowiedział tylko złapał mnie za rękę i mocno
pociągnął. Wyszliśmy z posesji i udaliśmy się na spacer. Przynajmniej tak
wnioskowałam. Oddaliliśmy się już od domu i Harry zwolnił kroku.
-Chodzi o to, że Niall nie powinien wiedzieć, że tu jesteś, przynajmniej na razie. A zwłaszcza, że jesteś ze mną!
-Co ty w ogóle wygadujesz?! Dobrze się czujesz? I o co
chodzi z ta gazetą?!
Nic nie mówiąc wyciągnął zza pazuchy jakieś kolorowe pisemko
i mi je wręczył.
DZIEWCZYNA NIALLA
HORAN ZDRADZA GO Z JEGO NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM!
Tak wyglądał tytuł. A pod spodem zdjęcie moje i Harry’ego
idących przez park i trzymających się za ręce. Spojrzałam na mojego towarzysza z rozdziawioną
buzia, a on tylko pokiwał głową i otworzył gazetę na odpowiednim artykule.
No cóż związek Nialla
(18l.) i Hani (17l.) chyba dobiega końca. Rudowłosą dziewczynę wczoraj widziano
na romantycznym spacerze z najlepszym
przyjacielem Irlandczyka Harry’ego Stylesa (18l.) Na początku udali się do
siostry dziewczyny, gdzie została sama. Po dwóch godzinach Harry odebrał ją i
udali się na obiad do popularnej restauracji Subway. Siedzieli tam bardzo długo, śmiejąc się
rozmawiając, przekomarzając. Widziano, że para jest ze sobą bardzo blisko. Cały
czas wymieniali czułe spojrzenia i szeptali sobie coś na ucho. Niektórzy
twierdzą, że para się całowała! Następnie wyszli i udali się w stronę parku.
Hania nie chciała, ale jej ukochany Harry przekonał ja do tego. Czyżby całusem?
(pod spodem znajdowało się zdjęcie moje i Stylesa, kiedy jego twarz jest
blisko mojej, ujęta w taki sposób, że rzeczywiście mogło się wydawać jakbyśmy
się całowali). Koniec końców udali się na
spacer. Cały czas trzymali się za ręce, śmiali się, rozmawiali, wygłupiali. Wydawało
się, że zapomnieli o Bożym świecie. Harry co chwila na nią spoglądał, a ona nie
pozostawała mu dłużna. Jak tylko ich spojrzenia spotykały się, spływali rumieńcami.
Chwilami wydawało się, że HH jest zakłopotane ciekawskimi spojrzeniami, ale
zaraz potem zajmowali się sobą. Nie odstępowali się na krok. Tam gdzie ona tam on, jak cień. Nawet na
chwilę się nie opuścili.
Jak na to zareaguje
Niall? Zdrada? I to z najlepszym przyjacielem? Chyba HH będą mieli poważne
problemu. Być może Nania już się rozstali, kto to wie? Jeśli tak, to nasz
koleżanka szybko znalazła sobie pocieszenie… Biedny Irlandczyk, widocznie nie
ma szczęścia z dziewczynami.
A co Wy sądzicie o
nowej parze Londynu? I jak sądzicie jak zareagowała reszta zespołu? Będziemy
Was informować na bieżąco.
Obok artykułu było mnóstwo naszych wspólnych zdjęć. Rzeczywiście,
prawie na wszystkich z Harrym trzymaliśmy się za ręce, wymienialiśmy spojrzenia
i wiele innych potwierdzających nasz rzekomy związek. Na jednym dawałam mu
całusa w policzek, pod domem Majki, a na ostatnim… całowaliśmy się! Wybuchnąłem
histerycznym śmiechem. Świetny photoshop! Po moich policzkach zaczęły spływac
łzy bólu, zawiedzenia i wściekłości. To wszystko tłumaczy. Niall zawsze bierze
do siebie wszystko. Każde słowo odczuwa ze zdwojoną siłą, a coś takiego to… Widząc
moje zachowanie Harry przytulił mnie mocno, a ja odwzajemniłam uścisk,
wciskając głowę między jego ramiona. Chwilę tak się kołysaliśmy, aż otrząsnęłam
się i zaczęłam wrzeszczeć. Jak tak
można, kto śmie kłamać w takich kwestiach, nie można skłócać niewinnych ludzi, itp,
itp. A Harry tylko kiwał głową, czekając aż skończę.
-Już?
Pokiwałam twierdząco głową, wierzchem dłoni ocierając resztę łez.
-Nikt nie będzie ranił moich przyjaciół- warknął, łapiąc w
pasie i prowadząc z stronę domu. Powolnym krokiem dałam się prowadzić. –A teraz
ładnie wrócimy do domu i porozmawiasz z Niallerem. Wszyscy mu tłumaczyliśmy, że
to tylko stworzenie historii do zdjęć, ale on zamknął się w pokoju i nie chce nikogo wpuści. Liam
powiedział, że tylko ty możesz coś tu zdziałać. Uważam też, że powinnaś mu wreszcie powiedzieć
co się wydarzyło w Polsce. Zasługuje na to. A skoro sama już sobie z tym
poradziłaś, to nic nie stoi na przeszkodzie.
-Wiem- powiedziałam cicho.
-No to przestań beczec i chodź!
-Wcale nie beczę!- oburzyłam się z lekko poprawionym humorem.
-Mhmm, jasne- powiedział drwiąco.
-A tak w ogóle to jak u was w domu znalazło się takie
pismo?- zapytałam zaciekawiona kiedy już dochodziliśmy do domu.
-Dziś w wywiadzie ta dziennikarka się nas o to zapytała.
Wszyscy byliśmy zbici z tropu, dlatego zaraz po skończeniu nagrania popędziliśmy
do kiosku i kupiliśmy ten szmatławiec.
-No tak teraz wszystko jasne.-uśmiechnęłam się i weszliśmy
do przedpokoju.
Od razu popędziłam na górę i już chciałam zapukać do pokoju
blondyna kiedy usłyszałam podniesiony głos Zayna, z pokoju obok. Był wyraźnie
zdenerwowany. Nie chcąc wyjść na wścibską jak najszybciej ulotniłam się. Zapukałam do
drzwi Nialla i weszłam do pokoju. Zastałam go leżącego tyłem na łóżku. Nie
musiał się odwracać wiedział, że to ja. Na palcach podeszłam i ułożyłam się
obok niego na wielkim materacu.
-To jak, pogadamy?-cisza- Wiesz chciałam z tobą o czym porozmawiać,
i nie dotyczy to ostatniego dnia, tylko tego czego nie mówiłam ci od dawna- zaczęłam
cicho. Zechcesz mnie wysłuchać?- nadal cisza- Milczenie uznaje za
potwierdzenie- spróbowałam zażartować. Opowiedziałam mu wszystko, to co
przemilczałam po powrocie z Polski.
Mimo że leżał tyłem, wiedziałam że uważnie sucha i analizuje
każde moje słowo. Cieszyłam się, że w końcu mu to wyznałam. Tylko jak
zareaguje? Będzie jeszcze bardziej zły, że tyle ukrywałam, czy zrozumie?
~~~~
To jest jakaś kompletna porażka. Jestem tak strasznie niezadowolona z tego rozdziału!
Jutro wyjeżdżam, więc sprawdzałam go jednocześnie się pakując. A nadal co do tej drugiej kwestii nie zrobiłam nic!
Własnie co do wyjazdu, ferie mi się własnie zaczęły (jupi! haha ;p) i od razu wybywam. Nie będę miała dostępu do kompa, więc nie wstawię nowego rozdziału w przyszłym tygodniu, ostrzegam! Prawdopodobnie nie dodam go też zaraz w drugim. Co z tego że są ferie, zdajmy uczniom jeszcze więcej! Żebym ja leżał do góry brzuchem, a oni pracowali! To jest własnie myślenie moich nauczycieli... Ughhh! Nie mam na nic czasu. Więc wybaczcie jak na następny chwilę poczekacie :(
W każdym razie pozdrawiam i życzę miłych ferii jeśli się komuś zaczeły, a jeśli jeszcze nie to... miłej szkoły xD Nie no dobra, nie bądźmy niemili :D
Han*
piątek, 18 stycznia 2013
Rozdział 42
Wpadliśmy do baru jak jacyś najeźdźcy. Na dworze zaczynało
coraz to bardziej padać i wiać. Z minuty na minutę robiło się naprawdę nieprzyjemnie.
Rozglądałam się po wnętrzu, w którym się znaleźliśmy. Był to przestronny bar
wypełniony ludźmi, część nich po prostu siedziała i popijała drinki, natomiast
większa grupa wirowała na parkiecie. Czułam się jak w jakimś klubie co równało
się, że czułam się niekomfortowo. Ciągałam Stylesa za rękaw żebyśmy wyszli i
wrócili do domu, ale on mnie kompletnie olał. Zamiast tego wziął za rękę i
poprowadził w kierunku baru.
-Co ty do cholery ciężkiej wyprawiasz?-oburzyłam się.- Jest
zimno, ja chce do domu! Nie będziemy się włóczyć po mieście, nie dziś!
-Nie dziś? To może kiedy indziej?- znacząco poruszył brwiami, uśmiechnął się podstępnie.
-Ale ty głupi jesteś!- zaśmiałam się.- Ale nie! Nie odwracaj
kota ogonem! Jest zimno ja chce do domu! Nogi mnie bolą i zaraz będziesz musiał
mnie podtrzymywać!
-Z przyjemnością usłużę ramieniem, droga panno. Nie
narzekaj, nie jest ci zimno. Przecież tu jest gorąco, nie widzisz tego
ogromnego pieca? Zmęczenie już za chwilę nie będziesz czuła, usiądziemy, coś wypijemy i
będziemy jak nowo narodzeni, gotowi do szaleństw.- Objął mnie ramieniem, a
drugą ręką udawał, że pokazuje różne perspektywy.
Po krótkim namyśle zgodziłam się zostać. Zamówiliśmy sobie
po grzańcu na rozgrzanie. Po drodze były pewne niedogodności, albowiem i ja i
Harry nie jesteśmy pełnoletni, ale namowy, błagania, zapewniania, że ma te 18 lat i słodkie uśmieszki zostały
nagrodzone. Widać urok Stylesa działa na każda kobietę (ona bowiem stała za
barem). Podała nam alkohol z
powątpiewaniem, ale nie miała siły ani czasu się więcej kłócić.
-A teraz bardzo proszę o nagrodę za ciężką prace!- palcem
wskazującym delikatnie stulał się w prawy policzek.
-Ciężką pracę, powiadasz? Niby jaką? Przecież manipulowanie
ludźmi jest jedną z twoich ulubionych rozrywek!- warknęłam.
-Słucham?! To może nie chcesz tego grzańca?-obruszył się lokowaty.
- No przecież od początku mówiłam, że go nie potrzebuję!-
wymachiwałam rękoma na wszystkie strony przez co trafiłam w jakiegoś faceta.
Wymamrotałam cicho przepraszam i znowu zaczęłam to samo, nie kontrolowałam się. Harry złapał moje ramiona i przygwoździł do reszty ciała.
-Coś widzę, że ktoś ma nadmiar energii- powiedział z
zaczepnym uśmiechem na twarzy.- A wracając do mojej nagrody…- przeciągał.
-Zapomnij!- droczyłam się z nim.
-Czyli mogę to zabrać..?- chwycił za czerwony napój.
-Nie!- wykrzyczałam i złapałam za jego rękę, która sunęła
napój.
Zeszłam z wysokiego stołka i stanęłam obok Harry’ego.
Otworzył ramiona z uśmiechem na twarzy. Podeszłam do niego i szybko musnęłam
policzek. Już chciałam się odsunąć, kiedy on zamknął drogę powrotną,
zatrzymując w swoim uścisku.
-I teraz cię mam i porywam.-wymruczał przy uchu.
Chwycił moją dłoń i pociągnął w stronę tłumu tańczącego akurat
wolnego. Nie protestowałam. Obróciliśmy się twarzami do siebie i zaczęliśmy kołysać
w rytm piosenki. Położyłam ręce na jego
ramionach, a on swoje w moim pasie. Typowo filmowa scena- skwitowałam w myślach.
Z biegiem piosenki zaczęliśmy się coraz to bardziej do siebie przybliżać. Ja już
byłam wlepiona w jego tors, a on mocno przytrzymywał mnie z tyłu pleców. Nie
można tego raczej nazwać tańcem, a raczej przytulasem z dodatkiem lekkiego
kołysania. Czułam się tak bezpiecznie i błogo w jego ramionach. Mogłabym tkwić
w nich już zawsze. Po pewnym czasie muzyka
zmieniła się na szybszą. Równocześnie oderwaliśmy głowy, chcąc coś powiedzieć.
Zamiast tego zatraciliśmy się w spojrzeniach. Miał takie piękne zielone oczy, a
w nich tysiące iskierek. Tyle mówiły. Nie wiem ile się tak gapiliśmy, nie wiem
też kiedy to się stało, że nasze twarze dzieliły już tylko małe centymetry. I
teraz wszystko się zatrzymało. Nie zwracałam uwagi, że wszyscy w koło tańczą
jak szaleni, że muzyka już dawno przestała być nastrojowa, że jestem
śmiertelnie zmęczona. Liczyło się tylko to, że jestem z NIM. Przysunęłam się
jeszcze bliżej, a on nachylił się. Nasze usta spotkały się i nie odrywały przez
najbliższe minuty. Z sekundy na sekundę pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny.
Wpiłam się w usta Stylesa. Przyległam całym ciałem do niego, a on mnie jeszcze
mocniej ściskał w talii. Nawet nie wiem kiedy moja dłoń powędrowała do jego karku,
włosów. Wplotłam place i zaczęłam je mierzwić. W końcu oderwaliśmy się od siebie i
patrzyliśmy głęboko w oczy. Jego dłoń powędrowała do mojego policzka, a ja
wtuliłam się w nią. Trwaliśmy się przez jakiś czas, kiedy znowu poczułam jego
oddech na mojej twarzy. Znowu się do ciebie zbliżyliśmy i musnęłam jego wargi
by później….
-Fuuuu! Nieeeeeee!-
obudziłam się gwałtownie siadając na łóżku z kropelkami potu na czole i
przyspieszonym oddechem.
Wdech, wydech. To tylko sen, tylko sen.- powtarzałam w myślach.
Usilnie starałam sobie przypomnieć co było rzeczywistością, a co tylko głupią
wyobraźnią… Wczoraj faktycznie spędziłam cały dzień ze Stylesem, ale głównie po
to, żebym wreszcie dogadała się z Majką. Wczoraj również byliśmy w Subway i łaziliśmy
po parku przypominając sobie czasy gdy się spotkaliśmy. Potem chcieliśmy, no
właśnie CHCIELIŚMY iść do jakiegoś baru się zagrzać. Ale po długich
poszukiwaniach obydwoje stwierdziliśmy, że chcemy jak najszybciej do domu. I
tak też się stało. Wylądowałam w łóżku, a nie obściskiwałam się po nocach z
Harrym. To był by istny koszmar! Ten sen BYŁ koszmarem! W ogóle FUUU-jak tylko
o tym myślę. Ja? Z nim? Nie. W zasadzie to się cieszę, że to coś mi się
przyśniło, bo teraz jestem w 100%, ba nawet w 1000% pewna, że liczy się Nialler
tylko i wyłącznie Nialler. Mój kochany blondasek. Właśnie muszę z nim pogadać o
tej dziewięćdziesiątdniówce. Mam
nadzieję, że zgodzi mi się towarzyszyć. Spojrzałam na zegarek i z przerażeniem zobaczyłam,
że wskazuje on 8:17. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona i pognałam zjeść śniadanie.
Wzięłam szybki prysznic, a następnie narzuciłam na siebie czarne spodnie granatowy
sweter. Równocześnie pakując potrzebne rzeczy do szkoły myłam zęby i czesałam
włosy. Wiadome było, że już jestem
spóźniona na pierwszą lekcje, ale może chociaż na druga zdążę. Nadzieje umiera
ostatnia!
***
-No gdzie ty się podziewałaś?!- w drzwiach sali spotkałam
poruszoną Kate.
-Zaspałam- wysapałam.
-Nie mów!- zrobiła minę odpowiednią do tonu.-pytanie raczej
czemu?
-Wczoraj późno wróciłam. Załatwiłam sprawę z Majką.
Jej twarz od razu złagodniała i ukazała szczery uśmiech.
-To świetnie! Nie wiem o co chodziło, ale bardzo się
cieszę!- odparła tonem świadczącym, ze jednak wolała by wiedzieć o co poszło.
Siedząc w ławce w oczekiwaniach na nauczyciela po krótce jej
wszystko opowiedziałam. Nie była zachwycona, że dopiero teraz o wszystkim się
dowiaduje, ale zrozumiała.
-A teraz co do tej imprezy… weź mi wszystko powiedz bo ja
nic nie ogarniam. Np. kiedy dokładnie ona jest, czy można zabrać partnera z
poza szkoły, jaki jest temat, ile trwa, co, po co, dlaczego i tak dalej i tak
dalej.- Powiedziałam na jednym wdechu, bo pomysł tej ‘studniówki’ podobał mi
się coraz bardziej.
Miałam nadzieję, że Kate zaprosi Harry’ego i że się wreszcie
zejdą! Po tym śnie jestem dziwna… boje się siebie. Taka naładowana i zadowolona
i utwierdzona w wszystkich swoich przekonaniach. Pod ławką wyciągnęłam telefon
i napisałam do Nialla.
Kochanie chce pogadać,
kiedy możemy się zobaczyć? ;3
Natychmiast przyszła odpowiedź.
Słońce czy powinienem
się bać?
W żadnym wypadku mój
najdroższy! ;3
Zaczynam być naprawdę
przerażony! Ale dobrze przybędę, tylko nie wiem dokładnie o której, oczekuj
mnie w domu xx
Na tym zakończyła się nasza konwersacja. Po czym zwróciłam się do Kate.
-To jak?
-No opowiem ci wszystko, ale nie teraz! Bo właśnie wszedł
żubr.- od niedawna tak właśnie nazywała blondyna naszego nauczyciela od chemii.
Naprawdę nie wiem z czym on jej się kojarzy z żubrem, ale ona nie dawała za
wygraną. Uparcie trzymała się, że jest żubrem… To jest dziwne, a nawet bardzo.
~~~~
No cóż miałam pomysł, uważam, że nie najgorszy ale go zjebałam. Takie jest moje zdanie. Ale nie chce mi sie tego pisać na nowo. To znaczy nie... może mi sie chce ale nie mam kompletnie czasu! Na ten weekend tyle nam zwalili, że już nie wyrabiam! Do tego jutro mamy dość spora imprezę szkolną, która jest planowana... od dawien dawna. Nie wdrążajmy się w szczegóły. Dlatego jest tak króciutko (za co bardzo przepraszam, ale stwierdziłam, ze będziecie wolały teraz mniej niż później więcej, jeśli się pomysłami to wybaczcie.) Wracając do tematu przez ostatnie tygodnie tak nas pracą przybili, że nie bardzo miałam czas na pisanie. A jak juz takowy znalazłam to poświęcałam go... przyznaje się bez bicia na szukaniu fajnych blogów do czytania. Nawet kilka takich znalazłam ;D Tylko jeszcze trzeba je przeczytac :3
A teraz co do ankiety. Z przykrością stwierdzam, że głosowało naprawdę mało osób (8) więc nie bardzo mogę podjąc żadną decyzję. Wyszło, że podoba wam się ten pomysł, ale... no cóz zobaczymy. Jeśli nie głosowałas to przypominam, że pytanie brzmiało Czy podoba Wam się pomysł pisania z różnych perspektyw? Jest to tylko luźny pomysł zobaczymy co z niego wyniknie... Jak coś to piszcie w komentarzach.
Własnie co do komentarzy.... proszę. Nie musi to byc długi komentarz, wystarczy parę słów. Dają wtedy niezłego kopa ;*
Pozdrawiam
Han*
wtorek, 8 stycznia 2013
Rozdział 41
-Daleko jeszcze?
-Nie wiem! Ile razy mam ci powtarzać Styles, że nie wiem, bo
tak jak ty idę tam po raz pierwszy!- ta i inne wymiany zdań miały miejsce w
czasie drogi do Majki.
Już w nocy, zainspirowana rozmową z Harrym, postanowiłam
zaraz następnego dnia iść do siostry wyjaśnić całą sprawę. Od tamtego czasu nic
tylko myślę co mam jej powiedzieć. Nie wymyśliłam nic sensownego. Hazza mówi,
że mam iść na żywioł. Jeśli naprawdę chcę to naprawić, to nie powinnam mieć na pamięć
wyrytej formułki tylko mówić prosto z serca. No tak… to co mówi znowu ma sens,
ale jeśli będę mówiła ‘na żywioł’ to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Ja to
wiem!
-Rusz się! Wysiadamy.- z zamyślenia wyrwał mnie mój
inspirator.
Przez dłuższy czas szliśmy w milczeniu. Dziś rano Harry,
kiedy dowiedział się, że postanowiłam iść do Majki uprał się mnie tam odprowadzić.
Mimo moich licznych sprzeciwów wygrał. Bałam się, że przez cały czas będzie trajkotał
o tym jak to dobrze, że go posłuchałam i że co ja bym bez niego zrobiła, ale
ograniczył się tylko do ‘Daleko jeszcze?’ Kochałam go za to, że gdy trzeba było
potrafił być naprawdę pomocny. Prawdę mówiąc cieszyłam się, że nie
idę sama.
-To jeszcze raz jak nazywa się ta ulica?
-Monck Streat 486.
-To teraz w prawo.
Skręciliśmy w ulicę i rozglądaliśmy się za odpowiednim numerem
domu. Szukając nagle poczułam dłoń Harry’ego w mojej, ściskając ją mocno.
Odwróciłam się w jego stronę, a on patrzył na mnie i uśmiechnął się promiennie,
chcąc zapewne dodać mi tym otuchy. Odwzajemniłam zarówno uśmiech jak i uścisk.
Przez pewien czas tak właśnie szliśmy w poszukiwaniach domu. Okazał się nim
niewielki blok, a raczej dom podzielony na trzy części, jedna z nich musiała należeć
do Mat’a i Majki.
-To chyba tu.- obydwoje się zatrzymaliśmy.
-Dzięki za odprowadzenie- wysunęłam rękę z jego.
-Nie ma sprawy mała. To o której po ciebie przyjść?
-No co ty! Nie musisz po nie przychodzić!
-Przecież wiem, że nie muszę, ale CHCE!
-Ale ja nie mam pojęcia ile nam się zejdzie.
-Zróbmy tak, że jak już skończycie to daj mi znać a ja po
ciebie przyjdę, a ty jeszcze trochę tam u niej poczekasz. No to ustalone!
-Ale…
-No idź, bo zimno! Powodzenia, pa!- popchnął mnie w stronę
schodków i poszedł, teraz nie było już odwrotu.
Zadzwoniłam do drzwi, a już po chwili ukazała się Majka,
kompletnie zbita z tropu.
~~~~
-To co może być Subway?
-Wszystko jedno jest mi strasznie zimno, chce wejść gdziekolwiek!-
krzyczałam do rozbawionego Stylesa. Chodziliśmy dobre pół godziny zanim znaleźliśmy
jakiś lokal z jedzeniem, on się najwidoczniej świetnie bawił widząc moje sine
usta i chodząca szczękę. Otworzył przede mną drzwi:
-Panie przodem!- powiedział z lekkim ukłonem.
-Bardzo zabawne.
Podeszliśmy do kas. Obydwoje zamówiliśmy zestaw, a zaraz
potem rozpoczął się wyścig do wolnego stolika. Niestety przegrany. Dość długo szukaliśmy,
jednak w końcu… UDAŁO SIĘ! Gdy tylko zasiedliśmy do stolika, rzuciliśmy się na
jedzenie. Rano nic nie udało nam się zjeść. Był to nasz pierwszy dzisiejszy posiłek.
-I jak? Jak wam poszło?
-W wielkim skrócie idealnie!- uśmiechnęłam się.
-To świetnie!- wyraźnie ucieszył się mój przyjaciel.
-Pozwól, że teraz nie będę ci wszystkiego dokładnie opowiadała
bo nie mam na to siły.-zrobił zwiedzioną minę.
-Ale pamiętaj, że cię to nie ominie!
Długo siedzieliśmy w Subway rozmawiając śmiejąc się i
wygłupiając. Dopiero jakaś starsza pani usilnie wlepiając w nas wzrok
przywołała nas do porządku. Zauważyliśmy
mnóstwo osób bezradnie kręcących się po restauracji z nadzieją znalezienie
wolnego stolika. Czym prędzej założyliśmy kurtki i wybiegliśmy na mróz, śmiejąc
się przy tym w niebo głosy.
-To co teraz? Park?
-Zwariowałeś w taką pogodę?
-Weź nie bądź drętwa! Chodź!
-Ja drętwa? Ja ci zaraz dam!
Długo spacerowaliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym. To
właśnie jest jedna z najlepszych rzeczy w Harrym, że można z nim o wszystkim pogadać.
-Pamiętasz? Właśnie w parku wszyscy się z tobą poznaliśmy?-
zaczął wspominać.
-Nieprawda! Nie w parku, tylko w kawiarni. – ja natomiast
zaczęłam przypominać prawdziwa wersję zdarzeń.
-Że co?! Nie bądź głupia! Przecież, że w parku. Siedzieliśmy
sobie na trawie i…
-Tak Styles dalej gadaj głupoty!
-Nie rób ze mnie durnia! Chyba pamiętam jak się spotkaliśmy!
-To ty nie rób ze mnie idiotki! Chyba lepiej pam…- w czasie
gdy ja mówiłam co raz to głośniej i z większym bulwersem, on zaczynał robić się
cały czerwony na twarzy z próby nie wybuchnięcia śmiechem.- Hahahah bardzo śmieszne,
po prostu nie mogę- powiedziałam znudzonym głosem.
-Gdybyś tylko widziała swoją minę, kiedy próbowałaś mnie przekonać!
Wtedy też byś się śmiała- dostał w głowę.- Ale no poważnie!
Odwróciłam się do niego plecami i pomaszerowałam w innym
kierunku. Nie wiem czemu, ale ilekroć jestem w jego towarzystwie zachowuję się
jak rozpieszony pięciolatek. Jezu! Ona ma na mnie zły wpływ!
-Oj no dobra, dobra! Nie zachowuj się jak pięciolatek! To
moja rola!- szybko mnie dogonił i zmierzwił włosy pod czapką.- Ale no powaga, przecież
pamiętam, że poznaliśmy się w tej twojej kawiarni. I jaka byłaś nieśmiała!
Przez ponad dwa tygodnie ograniczałaś kontakt tylko do minimum. Chyba dopiero
po ROZMOWIE z szefem zostałaś ZMUSZONA …
-Do ZAGADANIA- dokończyłam za niego.
-Ale chyba nie wyszłaś na tym tak źle.- poruszył zabawnie
brwiami.
-W ogóle weź mi tego nie przypominaj! To była jakaś porażka!
Kompletnie nie wiedziałam co mam powiedzieć!
-Aż tak onieśmielający jestem?- wyprostował się i poprawił
kurtkę.
-Tak Harry, tak bardzo, że nadal nie wiem jak normalnie z
tobą rozmawiam, a związek z Niall’em jest tylko przykrywką.-popukałam się w
czoło, ale zaraz potem znowu zaczęłam wspominać minione miesiące- Ale to
prawda, trochę onieśmielający byliście… bądź co bądź jednak sława na cały kraj
robią swoje! Zaraz po pierwszej rozmowie, ale to brzmi- zaśmiałam się- nie
pojawialiście się, po części się cieszyłam, że nie będę musiała się kolejny raz
kompromitować, ale z drugiej strony zaintrygowaliście mnie i nie mogłam się doczekać
kolejnego spotkania.
-Zaintrygowaliście?
-W taki sposób, że mimo całej tej sławy nadal pozostaliście normalnymi
ludźmi, w każdym razie na razie.
-Czy ty coś sugerujesz?!
-Ależ skąd!
-Potem poszliśmy do parku, rozmawialiśmy. Była do dziwna
rozmowa. To znaczy… no nie wiem zapamiętałem ją dziwnie, jeśli można tak to określić.
-Wiem, też tak sądzę. No, a potem…
-… się zaczęło. Sklepy, Kate, urodziny, jedne i drugie…
-I tak dalej i tak dalej. Chyba miałam szczęście. Teraz jak
by jakaś fanka chciała się zaprzyjaźnić to ochrona by jej do was nie wpuściła-
zażartowałam.
-Taka smutna prawda… Potrafią być denerwujący, ochroniarze
oczywiście!-skwitował.
Poczułam wibracje w kieszeni, a zaraz potem rozległ się
dźwięk mojego dzwonka. Spojrzałam kto dzwoni: Kate. Poczułam też jak Harry
nachyla mi się przez ramię. Od razu oczy my zabłysły. Odebrałam z uśmiechem na
ustach.
-Nie uwierzysz czego się dowiedziałam!
-No nie uwierzę póki mi nie powiesz, słucham.
-Samorząd uczniowski postanowił zorganizować 90-dniówkę! W
ogóle co to za nazwa i pomysł, ale ja się strasznie cieszę!
-90-dniówkę? A nie przypadkiem studniówkę?
-Studniówkę?! Ty też wiesz co to jest? Tylka ja
nie?-jęknęła.
-U nas w Polsce nie ma balu maturalnego tylko jest
studniówka na sto dni przed maturą, przynajmniej starają się żeby było w miarę
sto dni.
-O nareszcie! Wiem o co chodzi! Ale mniejsza. Sto dni już dawno
upłynęło, więc chcą zorganizować 90-dniówkę przed egzaminem.
-No to fajnie, poczuję się trochę jak w Polsce. Ale czekaj,
czekaj. Przecież dziewięćdziesiąt dni tez zaraz minie….
-No właśnie bal jest w następną sobotę!
-To nie bal tylko st…
-Wszystko jedno! Tyle do zrobienia, tak mało czasu!
-Dobra, słuchaj teraz nie bardzo mogę gadać, ale wpadnij do
mnie, albo ja do ciebie wpadnę jutro. Napisz, a teraz pa.
-Pa!- powiedziała obrażona. Chyba liczyła, że będę się z nią
ekscytowała. Niestety mnie takie rzeczy nie ekscytują.
Zaraz gdy schowałam telefon do kieszeni i odwróciłam się w
poszukiwaniu przyjaciela, przed moja twarzą pojawiła się twarz szukanego.
-Co?!- zapytał z błyszczącymi oczami, jak dziecko czekające
na nagrodę.
Pokrótce opowiedziałam mu o czym sama przed chwilą się
dowiedziałam. Oczywiście musiałam mu wytłumaczy idee studniówki (gdzie ci
Anglicy się uchowali!). Bardzo się ucieszył i stwierdził, że jest to idealna
okazja, żebym zeswatała go z powrotem z Kate.
-Nie ma mowy, sam zepsułeś to sam napraw.- moja odpowiedź na
jego każde prośby związane z Kate.-Poza tym i tak nie mógłbyś przyjść; tylko
osoby towarzyszące. No oczywiście chyba, że Kate cię zaprosi.
-Nie zaprosi.- powiedział smutno. Prawie zrobiło mi się go
żal. Ale byłam twarda. Nie ma! Nie będzie mną manipulował!
-To masz pecha.
-Ty to jednak jesteś jędzą!
Jeszcze przez jakiś czas spacerowaliśmy. Polegało to na tym,
że ja bez sensu paplałam, a on udawał, że słucha. Myślami był zupełnie gdzie
indziej, z czego bardzo się cieszyłam.
Może w końcu wymyśli coś sensownego?
-Jest luty, a na środku parku stoi choinka, gdzie tu
logika?- przerwał moje trajkotanie. Zatrzymałam się i spojrzałam. Moim oczom
ukazało się ogromne, zielone drzewko pięknie ozdobione światłami, łańcuchami i
wielkimi bombkami. Chwile się na nie pogapiliśmy, tak jak reszt przechodniów, wzruszyliśmy
ramionami i powędrowaliśmy dalej. Zrobiło
się porządnie zimno, Harry oznajmił, że idziemy gdzieś się zagrzać. W końcu
chodziliśmy ze trzy godziny. Jak ten czas szybko leci!
~~~~~
Dziś chciałabym Was tylko prosic o komentarze! Na serio, teraz czuje się jakbym zaczynała na nowo bloga :) W sumie to się cieszę, fresh start mam nadzieję. Na serio jest to taka motywacja, że nie mogę. Jest to jeden z głównych powodów dla których piszę ;D Więc prooooszę.
A i jeszcze: macie jakieś fajne blogi do polecenia? Nie koniecznie swoje, to znaczy jak macie swój do polecajcie! Ale jeśli lubicie i czytacie jakiś inny to też bardzo proszę, bo ostatnio nie mam co czytac ;/ A naszła mnie ogromna ochota!
A i jeszcze! Jak Wam się podoba teledysk?Ja normalnie wymiękam! Tyle zabawy musieli mieć kręcąc go! Wrrr, też bym tam chciała byc! :) Ich miny, ich gesty, ich ruchy... po prostu cali oni ;D Mogłabym się więcej rozpisac, ale PO CO? Przecież same doskonale to widzicie ;*
Pozdrawiam
Han*
PS A miałam sie nie rozpisywac...
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Rozdział 40
Było nas na tyle dużo, że trzeba było wziąć dwa samochody-
jeden prowadził Louis, a drugi Harry. Po drodze dwa razy się zgubiliśmy, ale na
szczęście udało nam się dotrzeć bez większych szkód. Lodowisko było małe,
wypożyczalnia wyglądała na zamkniętą, paliła się jedna lampa. Na samym lodzie
była trójka dziewczyn. Spytane czy czynne, odpowiedziały twierdząco i odjechały
na drugi koniec. Chyba się trochę wystraszyły…. Wypożyczyliśmy dziewięć par
łyżew i zapłaciliśmy. Właścicielem okazał się bardzo miły i pomocny starszy pan, który bardzo się
ucieszył na nasz widok.
-Ja już nie pamiętam jak się jeździ!-żaliła się Kate.
-Nie ty jedna- mruknęłam. Cały czas byłam zła. Nawet jeszcze
nie weszłam na lód, a już jestem cała przemarznięta. Cały czas uważam, że to bezsensowny, kolejny
kaprys Loczka, który zawsze musi dostać to czego chce!
-Już się tak nie bulwersuj!- ktoś mnie podtrzymał, kiedy
nieudolnie maszerowałam w stronę lodu, był to mój Brutus.- Na lodowisku zawsze jest fajnie, a zwłaszcza ze mną.
-Kiedy ja nie pamiętam jak się jeździ!
-Takich rzeczy się nie zapomina- tłumaczył, śmiejąc się ze
mnie.
-Ty już nie bądź taki mądry!- cały czas udawałam obrażoną na
niego , mimo że już dawno przestałam. Trzeba stwarzać pozory…- Cały czas masz
być przy mnie, dopiero kiedy ci powiem będziesz mógł się oddalić.
-Och, czy to nie za dużo przestrzeni?
-Spadaj- znienacka przysunął się i szybko pocałował, na
chwile zatraciłam się, ale zaraz potem ocknęłam- pamiętaj, wciąż jestem na
ciebie obrażona!
Z początku szło mi fatalnie, cały czas musiałam się czegoś
trzymać albo ściany albo Nialla. On tracił cierpliwość i odjeżdżał, a ja
zostawałam sama nie wiedząc co zrobić. Nikt nie miał takich problemów, tylko
ja. W końcu Niall się wkurzył i powiedział, że do niczego się nie nadaje i on
mi nie umie pomóc. Naukę przejął Zayn. Z nim szło mi o niebo lepiej. Już po
kilku minutach wszystko mi się
przypomniało i jeździłam z resztą. Dogoniłam nawet Niall i pięknie mu
podziękowałam za pomoc. Dumna sama sobie jeździłam, robiłam już naste kółko bez
przerwy i bez wywrotki kiedy poczułam, że coś z wielką siłą na mnie wjeżdża, a
zaraz potem lód pod policzkiem. Ani się obejrzałam, a ktoś przygwoździł mnie
jeszcze mocniej, przewalając się prosto na mnie. I tak co raz więcej i więcej,
aż chyba każdy znalazł się w tej piramidzie. A nie słychać nic innego jak
śmiech Loczka, a później dołączane głosy innych. Chyba tylko mi nie było do
śmiechu. Tak strasznie bolał mnie policzek, a do tego coś wrzynało mi się w
brzuch.
-W porządku?- zapytał ze śmiechem Lou, kiedy już pomogł mi
wstać.
Już chciałam im wykrzyczeć, że nic nie jest w porządku, że
cała głowa mi wibruje, że na poliku będę miała wielkiego siniaka, że brzuch
mnie cholernie boli i na dodatek nie czuje palców u nóg. Już nawet usta
otworzyłam, ale w tej samej chwili zdałam sobie sprawę, że wyjdę na wielkiego
snoba, który nie potrafi nawet na lodowisko „wyjść”. I, że tak naprawdę wcale
tak nie czuję, że nawet było zabawnie. Zamiast tego rzuciłam się na Lou, który
był najbliżej mnie i położyłam go na lodzie.
-A co to niby miało znaczyć?!- zapytał oburzony.
-To miało znaczyć… ZEMSTĘ!
Od tamtego czasu zaczęło się prawdziwe szaleństwo. Każdy na
każdego wpadał, przy okazji ciągnąc go ze sobą na dół. Gdy jedna miła, uczynna
osoba chciała pomóc drugiej ,ta zamiast być wdzięczna i skorzystać to łapiąc ją
za rękę ciągnęła, by i ta leżała na lodzie. Trzy dziewczynki widząc to czym
prędzej wybiegły, zostawiając nam całe lodowisko dla nas. To był jeden z
najlepszych wieczorów. Zaczęliśmy się zbierać dopiero koło drugiej w nocy.
Zanim wszystko ogarnęliśmy zrobiło się porządnie późno. Znowu podzieliliśmy się
na dwa samochody. Harry zaoferował się odwieźć Danielle, Kate i mnie do naszych
domów, a Lou zajmie się resztą. Szybko pożegnałam się z każdym, oczywiście
zapominając, że miałam być zła na Nialla. Podeszłam do niego, mocno przytuliłam
i pocałowałam. On patrzył na mnie w wysoko podniesionymi brwiami.
-No co?
-Nic, nic- odparł ze śmiechem całując mnie
ponownie.-dobranoc.
Dopiero wsiadając do samochodu uświadomiłam sobie mój błąd. Debilka-pomyślałam. Pierwszą odwieźliśmy
Danielle, następnie Kate, jadąc do mojego domu zaczęło migotać światełko
oznaczające, że benzyna się kończy.
-Harry? Yyy.. nie powinniśmy zatankować?
-Nie, co ty! Dojedzie.
-Jesteś pewny?
-Jak niczego innego. A co ty jesteś taka markotna, he?
-Ja markotna? Gdzie?
-Wszędzie! Nawet nie udawaj, przecież i tak wiedzę, że nie
masz siły.
-Oj! Trochę mnie głowa zaczyna bolec.
-Przez upadek?
-Nie wiem.
Po drodze zaczęło mocno padać, coraz mniej było widać co się
dzieje na drodze. Po długich minutach wreszcie zatrzymaliśmy się na ulicy
mojego domu.
-Dziękuję ci bardzo za podwózkę, na razie.
-Jakbyś się źle czuła to wiesz… dzwoń.
-Dzięki.
Ledwo weszłam do domu i się rozebrałam usłyszałam dzwonek do
drzwi. A w nich stał nie kto inny jak Loczek.
-A nie mówiłam? Właź!
-Ale to nie tylko benzyna! Tak pada, że nie widać już
nic!-zaczął wyjaśniać.
-Dobra skończ już, nie mam siły. Pokój Majki jest wolny,
czuj się jak u siebie.
Przez pond pół godziny stałam pod natryskiem gorącej wody.
Było mi tak przyjemnie. Wychodząc zboczyłam, że całe ciało jest czerwone, no
tak są i minusy nadmiernie gorącej wody.
Ubrałam się w ciepłą piżamę i z kocem na plecach poszłam zaparzyć
herbatę.
-Mogę pod prysznic?
-Mhmm- odparłam.
Po nieznośnie dłużącym się czekaniu aż woda się zagotuje w
końcu siedziałam sobie wygodnie na kanapie popijając gorący napój. Zaraz potem
zjawił się Harry, również zrobił sobie herbatę.
-Tak właśnie to gdzie jest Majka? U Mata?
-Tak.
-Uuu coś widzę, ze niezbyt rozmowna jesteś.
-Po prostu jestem zmęczona i właściwie to jedyne o czym
marzę to pójść spać.
-To czemu nie idziesz?
-Właśnie się zastanawiam.
To mówiąc wstałam i udałam się do pokoju. Zrzuciłam narzutę
na ziemię i włożyłam się do łóżka. Słyszałam każdy ruch Harry’ego. Słyszałam
jak wstawał, mył kubki, gasił światła i szedł do pokoju. Leżałam i przewracałam
się z boku na bok. W ogóle nie chciało mi się spać, mimo że byłam wykończona.
Słyszałam również, jak skrzypi łóżko pod ciężarem Loczka. Chyba on też nie mógł zasnąć. Na dodatek było
mi koszmarnie zimno, już przykryłam się dodatkowym kocem- nic nie pomogło,
jakby wyłączyli ogrzewanie. Wstałam i
podeszłam sprawdzić grzejnik. No tak, jasne, nie działa. Głośno westchnęłam i
wróciłam do łóżka. Po kilku minutach dało się słyszeć kroki Hazzy. Cicho
otworzył drzwi mojego pokoju i wsadził przez nie głowę. Wszedł cały, a po
chwili poczułam, że ładuje mi się do łóżka.
-Nie za dobrze ci?
-Właściwie to nie, jest mi przeraźliwie zimno!- no tak był w
samych bokserkach i koszulce.- A że słyszałem, że i ty nie spisz to pomyślałem,
że to idealna okazja.
-Do czego?
-Do zagrzanie się!
-Nawet nie myśl, że tu zostaniesz-powiedziałam znudzonym
głosem.
-Nienawidzę jak mówisz takim tonem.
-Jakim?
-Takim.
-Dobrze wiedzieć, nie zmieniaj tematu nie zostajesz tu,
wracasz do siebie.
-Czemu?
-Jak to niby będzie wyglądać?
-Co jak?
-Naprawdę jesteś taki głupi czy udajesz?
-Teraz jesteś niemiła.
-Wiem! Przepraszam-dodałam.
-To jak mogę?-popatrzyłam na niego spode łba, zauważył, mimo
że było ciemno, albo po prostu wyczuł, że tak zrobię -No co! Nigdy nie
widziałaś dwóch osób w jednym łóżkiem, chyba mi nie powiesz, ze nigdy nie spałaś
z Niall’em?
-To chyba nie do końca twoja sprawa- zauważyłam.
-No ale mam rację?- drążył.
-Może i tak, ale my jesteśmy razem!
-My też!
-Aaaa! W związku jesteśmy razem?
-No to mówię, my tez jesteśmy w związku… braterskim!
-Ależ ty głupi jesteś!- parsknęłam, ale przyznałam mu
rację.- Co nie zmienia faktu, że jak masz tu na chwilę zostać to przesuwasz się
na sam skrawek łóżka.
-Ale!
-Co ty się tak uparłeś?! Jak nie pasuje to se idź!-
zrezygnowany odsunął się na drugi koniec łóżka tak, że między nami było sporo
wolnej przestrzeni. Leżeliśmy przez jakiś czas w ciszy, ale nie potrwało to
długo. Mogłam się domyślić po co tu tak naprawdę przyszedł.
-To powiesz mi w końcu co się stało? Czemu od dawna nie
widziałem tu Majki?- zaczął bardzo poważnie, wiedziałam, że nie ma odwrotu. Westchnęłam- Kiedyś
będziesz musiała, a teraz jest najlepszy moment. Nic, ani nikt nam nie
przechodzi.
Odwróciłam się tak, że leżeliśmy teraz zwróceni do siebie
twarzami. Mogłam mu patrzeć prosto w oczy.
-Jeszcze nikomu tego nie mówiłam.
-Kiedyś trzeba zacząć.
Głośno westchnęłam i zaczęłam swój monolog.
-W Polsce jak byłyśmy to dowiedziałam się kilku znaczących
informacji. A mianowicie po pierwsze, najważniejsze moi rodzice się rozwiedli.-
źrenice Harry’ego znacząco się powiększyły, ale nie przerwał mi-to znaczy, jak
tam byłyśmy to jeszcze „byli razem” ale zaraz po świętach był wyznaczony termin
w sądzie. To się stało tak szybko- pomyślałam po krótkiej przerwie- wiesz,
wyjeżdżałam i wszystko było w jak najlepszym porządku, typowa polska rodzina. A
tu w dzień po wigilii przypadkowo słyszę rozmowę mamy przez telefon.
-Tylko mam wrażenie, że to nie wszystko. Poza tym to nie
tłumaczy zniknięcia Majki.
-No tak, bo to nie wszystko.
-Moja babcia, ona… ona jest chora, ma nowotwór nerki.-
zauważyłam, że lekko przysunął się w moją stronę, ale nic na to nie
powiedziałam-Nie znam żadnych szczegółów, nikt mi nie chciał powiedzieć, ale
najgorsze jest to, że ona w ogóle na siebie nie uważa! Nic sobie z tego nie
robi! Przygotowała całą wigilię, tak jak za każdym razem. Też nikt mi nic nie
powiedział. Dowiedziałam się… nieważne jak się dowiedziałam! Musi mieć
operację, wycięcie tej nerki. Kompletnie się nie znam na tym, więc nie wiem jak
duże jest zagrożenie, ale to zawsze rak i operacja. Wszystko może pójść nie
tak- czułam jak duża gula mi się w gardle tworzy.- Również podczas wigilii
dowiedziałam się, że Majka postanowiła zamieszkać z Matem, u niego w
mieszkaniu.
-Co?
-To co słyszysz.
-Nie o to chodzi. To jest powód dla którego nie rozmawiacie?
-No tak…
-To jest powód dla którego jesteś obrażona na nią na cały
świat?!
-A ty przepraszam jak byś się czuł, gdyby po pół roku
mieszkania w nowym miejscu twoja siostra zostawiła cię samego?
-Na pewno było by mi na początku ciężko, ale potem
wspierałbym ją w każdym kroku, a co
jeśli Mat jest tym jedynym? To chyba oczywiste, że chcą spędzać ze sobą jak
najwięcej czasu. W tym przypadku akurat jesteś egoistką.
-Egoistką?!- nie dowierzałam- Zostawiła mnie samą, sama mam
się zając całym domem w wieku 17 lat!
-Zawsze możesz zamieszkać u nas. Poza tym jeśli tak bardzo
nie chcesz mieszkać sama to zaproponuj wspólne mieszkanie Kate, myślę, że z
miłą chęcią przyjemnie zaproszenie.
-No tak… o tym nie pomyślałam.
-A właśnie! I jeszcze jedno, większość nastolatek dałoby się
zabić za szanse mieszkania samemu, w Londynie, przecież masz nieograniczone
możliwości! Weź ty się zastanów zanim zaczniesz narzekać.-powiedział z pogardą.
Nastała cisza, w której rozmyślałam nad wszystkim co
powiedział, miało to dużo sensu. Jak tak rozmyślałam to WSZYSTKO co powiedział
miało sens, a ja byłam egoistką. Co ja sobie myślałam? Co ja sobie wyobrażałam?
-Bardzo mi przykro z powodu twoich rodziców i babci,
naprawdę. Właściwie to tylko tyle mogę powiedzieć. Nie martw się, skoro babcia
tak długo dobrze się trzyma to i z operacją będzie wszystko w porządku, a
rodzice..? to rodzice, ich sprawa. Nie rozumiem tylko czemu nic nie mówiłaś.
Długo to w sobie trzymałaś.
-Nie wiem, nie lubię opowiadać o swoich problemach, a tak
naprawdę to nigdy jakiś poważnych nie miałam. A teraz jakoś tak wyszło. Teraz
nad tym myśląc, wydaje mi się, że byłam też zbyt dumna, o ile można to tak
nazwać. Grałam wielką poszkodowaną, której życie wywróciło się do góry nogami,
co jest bzdurą. Codziennie zdarzają się o wiele gorsze rzeczy, a ja
zachowywałam się jak jakieś rozpieszczone dziecko.- przyznałam z goryczą- Czemu
dopiero teraz to sobie uświadomiłam?
-No bez przesady aż tak źle nie było- wyszczerzył się,
spojrzałam na niego z powątpiewaniem- no dobra, może troszkę.
-Dziękuję ci, bez ciebie zajęło mi to o wiele więcej czasu.
Ponownie ukazał rząd idealnych ząbków, przysunął się tak, że
nie było już między nami wolnej przestrzeni i zamknął w swoich ramionach. Nie
protestowałam, odwzajemniłam uścisk. Chwilę tak poleżeliśmy, bym potem
wyspowodziła się i zepchnęła
zdezorientowanego Loczka z łóżka.
-A teraz wracaj skąd przyszedłeś!
-No ale!
-Już nic nie mów tylko sobie idź! Nie żartuję!
Wstał z podłogi, popatrzył na mnie obrażony i powolnym
krokiem zmierzał do drzwi, gdy już przekroczył próg odwrócił się i wsadził
głowę z powrotem przez szparę drzwi, błysnął zielonymi tęczówkami i perfidnie
się uśmiechnął.
-Widzę, że główka już cię nie boli, sis.
~~~~
Teraz jak wstawiam ten rozdział to zdaję sobie sprawę, że to już czterdziestka! Strasznie szybko! Nawet czytałam kilka pierwszych rozdziałów.... no cóż brakuje im baaardzo dużo. Jest tam tyle błędów zarówno ortograficznych, jak i językowych, ale no trudno. Niech już tak zostanie... choć ubolewam nad moją głupotą i brakiem myślenia.
Dziś jak obiecałam trochę dłuższy, przynajmniej mam nadzieję, że jest dłuższy ;D Chyba już wyszłam na prostą. Wiem, że wyszło... tak jak wyszło, ale już kompletnie nie miałam pomysłu jak wybrnąć z tego co wcześniej powypisywałam. Mam nadzieję, że... a z resztą! Jak jest tak jest xD. Nie uda mi się tego lepiej poprawic. ;(
W związku z nadchodzącym Nowym Rokiem chciałam Wam życzyć, żebyście dążyły do swoich marzeń żebyście nie traciły wiary we wszystko co robicie, żebyście były niezależne i żebyście się nie zniechęcały gdy ktoś was krytykuje. Ale również życzę Wam żebyście żyły życiem, nie martwiły się co będzie jutro i po prostu cieszyły się tym co jest w tej chwili. Szczęścia! Bo to jest chyba najważniejsze ;*
Z życzeniami
Han*
niedziela, 23 grudnia 2012
Rozdział 39
-Pośpiesz się!
-No przecież się spieszę! Nie krzycz na mnie!
Szykując się, każda u siebie w domu rozmawiałyśmy przez
Skype . Obydwie już byłyśmy spóźnione do chłopaków. Dziś był dzień obchodzenia
urodzin Harolda. Plan był taki, że nie
będzie to duża impreza, „tylko” nasza dziewiątka (Lou zaprosił też Elkę) bez
nadmiernej ilości alkoholu i szaleństw.
-I co gotowa?- krzyknęłam.
-Weź podejdź do kamerki i zobacz!
-Nie uważasz, że trochę się za bardzo wystroiłaś jak na
zwykłą imprezę?
-Tak sądzisz?
-Mhmm- powiedziałam wciągając skarpetki.
Po kilku minutach znowu się pokazała, tym razem dopinając
dżinsy, a przez głowę wciągając granatowy sweter.
-Tak lepiej?
-Zdecydowanie! A spakowałaś się już?
-Co znaczy spakowałam?
-No czy masz rzeczy na noc?
-A my tam zostajemy na noc?
-A nie?
-Ja nie mogę…
-No dobra to ja tez nie- krzyknęłam szukając w szafie torby.
-No co ty!
-Nie no poważnie! Sama nie chcę.
~~
-No zdążyłyśmy!
Weszłyśmy do środka, zdjęłyśmy kurtki i buty, kierując się
do salonu gdzie wszyscy byli zgromadzeni. Na początku nikt nie zidentyfikował
naszej obecności. Dopiero po kilku znacznych minut Liam się obudził.
-A wy tu skąd?!
-Z drzwi! A teraz gdzie jest nasz jubilat? A z resztą
chwila, zostawiłam prezent w torbie.
Za mną podążyła Kate, która najwidoczniej też zapomniała o
upominku, wyjęła go i wciągnęła w moim kierunku. Spojrzałam na nią zdziwiona, a
ona przysunęła go jeszcze bliżej.
-No weź go, ja mu go dawać nie będę.
-Ale czemu?
-Bo nie.
-Nie ma „bo nie”
-Nie dyskutuj.
-To ty nie dyskutuj!
Chwilę trwała ta przepychanka, przerwał ją Zayn.
-Dziewczyny co wy tu robicie? Wszyscy czekają.
-Bo ona nie chce dac Harry’emu mojego prezentu!- poskarżyła
się Blondyna
-Hanka bierz ten prezent i do środka!
Otworzyłam oczy i usta ze zdziwienia, ale zgodnie
pomaszerowałam we wskazanym mi miejscu. Podeszłam z prezentami do Loczka i
razem z życzeniami mu je wręczyłam. Podziękował, uśmiechnął się i podszedł do
Kate, która była równe zdziwiona co ja. Widzę, że wziął sobie do serca to co mu
mówiłam przed szkołą. I’m proud! Z wielkim uśmiechem podziękował jej i już
myślałam, że ją przytuli, ale w ostatniej chwili chyba się rozmyślił. Usiadł na
kanapie i jak małe dziecko rozpakowywał prezenty.
-Książka?- zaciekawił się Liam- jeszcze nigdy nie widziałem,
żeby ktoś dawał książkę Harry’emu przecież on nigdy nie przeczytał żadnej
książki!
-Nieprawda! Przeczytałem! Nie rób ze mnie idioty!
-Nie musi robić- powiedział cicho Zayn, na co Loczek
otworzył szeroko oczy i usta dokładnie tak jak ja kilka minut temu.
-Już nie rób z siebie ofiary i zobacz co to za książka, o
czym.- usiadłam obok niego na kanapie- a teraz zobacz co jeszcze dostałeś.
-Kot!- wykrzyknął i zaraz go zaczął ściskać- dostałem
pluszowego kota! Będzie już zawsze wszędzie ze mną jeździł.
Po akcji z prezentami Liam z Niall’em wyszli rozpalić
ognisko, swoją drogą nie wiem jak chcą to zrobić na śniegu. My w tym czasie
przygotowywaliśmy jedzenie, herbatę w termosach, inne napoje, koce itp. Dopiero
po dobrych 20 minutach wrócili z wyprawy, którą było rozpalenie ogniska.
Podobno im się udało. Ubraliśmy się i wyszliśmy podziwiać dzieło. Rzeczywiście,
ogień był piękny i duży. Wszyscy mimo mrozu z chęcią usiedliśmy wokół niego na
krzesłach.
-Tak właściwie to nie zaśpiewaliśmy ci jeszcze „Sto
lat”-odezwał się Zayn.
Wszyscy wstaliśmy i zaczęliśmy śpiewać, o ile można było to
nazwać śpiewaniem. Każdy po kolei się śmiał, więc nie mogliśmy złapać ani
rytmu, ani odpowiedniego czasu w jakim mamy śpiewać, więc wyglądało to tak, że
wszyscy śpiewaliśmy jak nam się podobało. Harry natomiast stał cały czerwony,
nie wiedząc co ze sobą zrobić, gdzie ręce wkładać i na co się patrzyć. Czyli
normalka, jak każdy normalny człowiek, któremu przyjaciele śpiewają.
-Ah! Dziękuję wam bardzo- powiedział szybko solenizant, jak
tylko przestaliśmy.
-To co teraz robimy?- zaciekawił się Lou
-Tak właściwie to… nie mam zielonego pojęcia.- odparł
Loczek-ktoś ma jakieś propozycje?
Cisza.
-Co my takiego zawsze robimy, że się nie nudzimy?
-Właśnie to jest dobre pytanie.
Po krótkich, ale niezmiernie się dłużących chwilach wreszcie
ktoś przerwał milczenie:
-No pewnie!- odezwał się uradowany Loczek- Jest zima, jest
zimno, więc to oznacza tylko jedno…-zrobił pauzę- LODOWISKO!
Każdy popatrzył się na niego jak na idiotę. Już zrobił
nadzieje, a tu wyskakuje z lodowiskiem?!
Gdzie o tej porze znajdziemy otwarte lodowisko? Poza tym komu się chce?
Te właśnie słowa wypowiedziałam na głos. Na co Hazza popatrzył się na mnie
urażony i starał się podtrzymywać swój doskonały plan.
-Po pierwsze: nie jest jeszcze tak późno, po drugie: gdzieś
w Londynie musi być otwarte lodowisko
-Nie mam zam…- …iaru
jeździć po całym Londynie tylko po to, żebyśmy założyli łyżwy! Niestety nie
dane mi było wypowiedzieć słów sprzeciwu.
-Po trzecie: szukając zawsze znajdziemy sobie zajęcie.
-Chyba aż tak zdesperowani nie jesteśmy- wtrącił się Liam.
-Po któreś tam z kolei: JA CHCĘ!
-No tak ten argument bije wszystkie na głowę!- wykrzyknęła
Danielle
-Oj nie bądźcie tacy marudni, lodowisko jest fajne!-
powiedział Nialler z błyskiem w oku. I ty
Brutusie przeciwko mnie?!
Koniec końców zostaliśmy wraz z Liam’em i Dan przegłosowali.
Jednak dar przekonywanie na pewno jest po stronie Niallera z wyglądem aniołka i
Loczka z umiejętnością manipulowania wszystkimi.
-LODOWISKO!
~~~~
Dziś tylko chciałabym Wam życzyć wesołych świąt! ;*
No i przepraszam oczywiście za wszystkie błędy, których jest jak zawsze sporo.... poprawiajcie mnie, no i że jest tak krótko, obiecuję następnym razem bardziej się postaram ;D
Pozdrawiam
Han*
piątek, 14 grudnia 2012
Rozdział 38
Jeśli już tu jesteś to proszę przeczytaj to co jest pod rozdziałem ;>
Enjoy
Wyszłam przed budynek szkoły szukając wzrokiem Harry’ego,
który miał mi przynieść klucze. Teraz jak tak myślę to w sumie niepotrzebnie go
prosiłam, bo przecież mógł je dac Kate. Ale trudno. Zaczynałam się niecierpliwić,
miałam tylko 10 minut z czego część już upłynęła, a Harolda nadal nie było
widać. Było cholernie zimno, a ja wybiegłam bez kurtki, uduszę go! Po
niemiłosiernie długich minutach wreszcie pojawiła się jego sylwetka na
horyzoncie.
-Ile można?!
-Oj dobra już dobra, nie denerwuj się już tak. Poza tym
czemu jesteś bez kurtki?-powiedział podając mi klucze.
Już chciałam coś powiedzieć, nawet usta już otworzyłam, ale
zaraz potem je zamknęłam, nie miałam siły nic mówić, więc tylko prychnęłam i
przeszłam do sprawy, która mnie najbardziej interesowała.
-I co?
-Co co?
-Nie udawaj głupszego niż jesteś w rzeczywistości! Jak wam
poszło?
-Chyba całkiem dobrze…
-Nie baw się tu ze mną, tylko gadaj, bo mam już tylko 3
minuty.
-Całkiem dobrze czyli se trochę pogadaliśmy, że powinniśmy
dorosnąć i nie zachowywać się jak trzynastolatkowie po zerwaniu, czyli po
prostu normalnie funkcjonować. Czyli- wyjaśnił widząc moją pytającą minę- że
będziemy przyjaciółmi, ale nie takimi co się mówi „zostańmy przyjaciółmi” tylko
takimi prawdziwymi, jeśli wiesz o co mi chodzi.
-Dobra… bardzo chaotycznie to wszystko mi tłumaczysz, ale
staram się zrozumieć i chyba mi się udało.
-Ale nie pozwoliłaś mi skończyć!
-No słucham… tylko szybko bo zimno!
-Nie marudź- to mówiąc wsadził mi swoją czapkę na głowę i
szyję obwiązał szalikiem- najważniejsze jest to, że WYDAJE mi się, że
zauważyłem, że… ona nadal nie jest wobec mnie obojętna!- powiedział to z wielkim
bananem na twarzy- nie podzielasz mojego entuzjazmu?
-Czekaj, czekaj, bo czegoś tu nie rozumiem… a ty nie jesteś
wobec niej obojętny?! Bo mi się wydaje, że zerwaliście z JAKIŚ BARDZO WAŻNYCH
POWODÓW?
-No pewnie, że nie jestem wobec niej obojętny, swoja drogą
jak to w ogóle brzmi! Po prostu nadal coś do niej czuję… mówiąc normalnym
językiem.
-Mówiąc normalnym językiem kochasz ją, Harry.
-No tak- powiedział cicho- więc tak sobie pomyślałem, że no
wiesz… ty mogłabyś się jej zapytać…
-O nie! Nawet o tym nie myśl! Nie będę za ciebie załatwiać
takich spraw. W ogóle zapomnij! Skąd ci się wziął taki idiotyczny pomysł!-
wykrzyknęłam- Sam będziesz naprawiał swoje błędy!
-Ale…
-Ale ty już nic nie mów! Zachowaliście się jak dzieci z
całym tym zerwaniem, po prostu jak dzieci! A teraz jak dzieci chcecie to naprawiać?!
-ChceCIE?- zapytał z błyskiem w oczach
-Spadaj, Styles nie łap mnie za słówka! A teraz idę na
lekcję, a ty myśl!
Poleciałam w kierunku szkoły, ale zatrzymał mnie głośne
„ekmm”. Szybko zaczęłam myśleć co tym razem głupiego palnęłam, przecież gadałam
całkiem z sensem, no nie? Wtem sobie uświadomiłam, że nie oddałam mu czapki z
szalikiem. Szybko zrzuciłam z siebie ubranie, zwinęłam w jeden kłąb i licząc na
szczęście rzuciłam w jego stronę. No cóż, przeliczyłam się.
-Sorki- szybko krzyknęłam i poleciałam na lekcję.
~~~~
-Przepraszam za spóźnienie!-przywitałam się z nauczycielką,
która właśnie sprawdzała listę. Usadziła mnie gestem, wskazując ławkę.
Usiadłam na miejscu obok Kate i zaczęłam wyciągać niezbędne
przybory do lekcji biologii czyli zeszyt z długopisem. Cały czas widziałam
pilnie śledzącą każdy mój ruch Blondynę.
-Co chcesz- syknęłam po ciuchu.
-Gdzie byłaś?- świetnie się bawiła naśladując mój głos.
-Odebrać klucze.
-Coś strasznie długo ci się zeszło.
-Czy pani coś podejrzewa, pani prokurator?
-Yh!- westchnęła- Nie! Po prostu jestem ciekawa co cię tak
zaskoczyło i wzburzyło podczas rozmowy z nim.
-Czy ty nas podglądałaś?- zapytałam ze śmiechem.
-No coś ty! Byłam w łazience, a przecież sama dobrze wiesz,
że z tamtego okna świetnie widać bramę szkoły.- wzburzyła się – no dobra może
trochę, tak o ciupinę- pokazała ile na palcach.
-Nic ci nie powiem!
I na tym skończyła się nasza rozmowa, ponieważ pani
postanowiła nasz poprzesadzać za gadulstwo. Nie trafiłam tak źle. Zawsze mogło
być gorzej…Po dzwonku szybko wybiegłam z sali i skierowałam się na w-f. Całą
przerwę unikałam Kate, bo musiałam się zastanowić czy mogę jej powiedzieć o tym
co usłyszałam od Hazzy. Po skończonych
lekcjach jak najszybciej poleciałam do pracy, wiedziałam, że tam spotkam się z
Kate,(teraz mamy ustalone takie same godziny pracy) ale to zawsze kilkanaście
minut więcej. Przebrałam się w stary
uniform i usiadłam czekając na rozpoczęcie zmiany. Po kilku minutach w drzwiach
pojawiła się zdyszana Kate.
-Tu już mi się uciekniesz!
Kilka osób siedzących w kawiarni ciekawsko się przyglądała
całej tej scenie, lecz Kate zdawała się tego nie dostrzegać. Dopiero po tym jak
się przebrała i dostałyśmy wskazówki od szefa mogłyśmy zacząć pracę, a przy
okazji ja mogłam jej powiedzieć o Harry’m. Czyli to, co chciałam jej powiedzieć
i uważałam za stosowne, czyli tak właściwie to prawie nic. Jeśli naprawdę mieli
się zejść to powinni się sami o to zatroszczyć, a nie wysługiwać się
pośrednikami.
-Ty to jednak jesteś bydle!-skwitowała i poszła obsłużyć
jakiegoś klienta.
Po skończeniu pracy obydwie zgodnie stwierdziłyśmy, że
należy iść do chłopaków. Wsiadłyśmy w autobus i po 20 minutach byłyśmy na
miejscu. Drzwi jak zwykle były otwarte. Weszłyśmy po cichu, zdjęłyśmy kurtki i
z wielkim okrzykiem NIESPODZIANKA wkroczyłyśmy do salonu… który był pusty. Miny
nam zrzedły. Cały plan na marne! Kate rzuciła się na kanapę i tam już zaległa
na jak znam życie cały wieczór. Ja pobiegłam na górę do pokoju Niall’a. Cicho
zapukałam, delikatnie zamknęłam za sobą drzwi, a potem na palcach podeszłam do
niego. Siedział przy biurku coś pisząc ze słuchawkami na uszach. Mocno go
przytuliłam, na co najpierw się przestraszył, a potem szeroko uśmiechnął i
posadził mnie sobie na kolanach.
-Nie spodziewałem się ciebie tutaj- uśmiechnął się.
-A widzisz jednak jestem- pochyliłam się i cmoknęłam go w
usta.- a teraz gdzie jest reszta towarzystwa?
-Co już chcesz sobie ode mnie uciec?
-Nie co ty! Po prostu jestem ciekawa.
-Chyba, że tak- zaśmiał się- a więc Liam i Zayn odsypiają…
-Po czym?- zaśmiałam się.
-Zayn zawsze jak tylko może to śpi, a Liam… tego nie wiem.
-Lou jeszcze nie wrócił, a Harry zamknął się w pokoju i
powiedział, że mamy mu nie przeszkadzać. To tyle. A ty jesteś sama?
-Kate już się zagospodarowała na waszej kanapie.
Przez pierwszą godzinę po prostu siedzieliśmy i
nadrabialiśmy kilka tygodni. Mimo że już to wcześniej robiliśmy nadal było o
czym opowiadać. Zagraliśmy też w Scrabble. Oczywistym było, ze Niall wygrał.
Miał o wiele większy zasób słów. Cały czas się ze mnie śmiał, że wykładam słowa
za 10 punktów (z premią) a on za 30 bez. To nie fair! W połowie gry się
zbulwersowałam przez co niechcący potrąciłam planszę i nie dało się więcej
grac.
-Już bym zapomniał!- nagle Niall się poderwał i podszedł do
szafki. Wyciągnął małe pudełeczko ze wstążką- to dla ciebie- powiedział
wręczając mi je.
Zaciekawiona zajrzałam pod wieczko i moim oczom ukazała się
śliczna bransoletka wykonana z muliny w kolorach czarny, fioletowy, miętowy i
jasny fiolet. Była cudowna!
-Sam ją zrobiłeś?
-Mhmm- powiedział nieśmiało.
-Jest cudowna! Bardzo ci dziękuję- podeszłam do niego, mocno
przytuliłam i pocałowałam.
Od razu włożyłam ją na rękę i postanowiłam nie zdejmować. Po
krótkim czasie zeszliśmy na dół, bo Niall zrobił się głodny, a ja chciałam się zobaczyć
z resztą.
~~~~
I'm back!
Po któreś tam z kolei przepraszam za błędy językowe (tych chyba najwięcej) ortograficzne i każde. Jeśli takowe zauważycie to mówcie! Będę się starała je eliminowac.
I na koniec jesli tu jesteście i chcecie mi zareklamować swojego bloga to proszę liczcie się z tym, że nie zawsze od razu będę miała czas tam wejść i zobaczyć, nie obrażajcie się!
I to chyba na tyle, jeszcze raz dziekuję i zapraszam bardzo serdecznie ;*
Pozdrawiam
Han*
Subskrybuj:
Posty (Atom)