środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział 37

Rzuciłam się na łóżko w tym w czym przyszłam i od razu zasnęłam. Wciąż słyszałam muzykę z klubu, wszystko wirowało. Jednak tego wieczoru nie spiłam się. No może trochę, ale wszystko pamiętam, a to jest najważniejsze. Następnego dnia obudziłam się i wszystko mnie bolało. Cała szyja była zdrętwiała, a po prawej dłoni chodziły tysiące mrówek. Doczłapałam się do kuchni i podeszłam do lodówki. Na niej przypięta była karteczka:
Jestem na uczelni Mat’ a, który zdaje semestr. Zjedz śniadanie.
I już. Zwykły tekst, bez żadnych emocji. Tak właśnie zachowuje się Majka od powrotu. Swoją drogą nie ma co się dziwić. Po tym jak powiedziała mi o swoim ŚWIETNYM POMYŚLE nieźle się na nią, delikatnie mówiąc, zdenerwowałam. Od tamtego czasu jest na mnie obrażona, że „chcę stanąć na drodze do jej szczęścia”.  No nic, zostawiłam Majkę i wzięłam się do robienia śniadania. Postanowiłam trochę zaszaleć i zrobić naleśniki amerykańskie z pomarańczami, jabłkami i śmietaną z cukrem. Pierwszą czynnością było pokrojenie owoców, potem zrobienie ciasta, usmażenie naleśników, rozrobienie śmietany i voila! Jedząc wszystko, co przygotowałam przez moją głowę przelatywały myśli typu: „Ale będę gruba”, ale zaraz potem w duchu odpowiedziałam, ze „I tak już jestem, nic mi już nie pomoże” i wzięłam się do pałaszowania 3 bomby kalorycznej. Po tym już nie mogłam. Resztki włożyłam do lodówki i zaczęłam sprzątać. Ugh! Jak ja tego nie znoszę!
Była sobota, godzina 13:00. Co ja mam do kurwy nędzy robić przez cały dzień? Pierwszy raz od dawna miałam taki problem. Zwykle chodziłam do chłopaków, albo spotykałam się z samym Niall’ em. Lecz teraz cała piątka pojechała nadrobić zaległy czas z rodziną. W końcu należy się spotkać w święta. Wszyscy wsiedli w samoloty dzisiaj bladym świtem. Pomyślałam, że mogłabym się pouczyć do sprawdzianu z matematyki, ale… Jak ja niby mam się uczyć do sprawdzianu z matematyki? Przecież zadań robić nie będę, bo nigdy nie robiłam, a jak inaczej można się przygotować? Czytać podręcznik? Chyba nie mam nastroju. W taki sposób definitywnie odłożyłam plany naukowe. O wiem! Wymyśliłam.
Do: Kate
Wyślij: Co dziś robisz? Wpadnij, proszę?

Od: Kate
Pokaż: Nie chce mi się ruszyć…
Wybałuszyłam oczy. Jeszcze nigdy  nie odmówiła przyjścia. Zwykle sama się zjawiała. Coś się stało. Musi mi powiedzieć co się stało.
Do: Kate
Wyślij: Oj nie marudź tylko przychodź. Mam naleśniki.

Od: Kate
Pokaż: Mhmm

Do: Kate
Wyślij: To może ja mam do ciebie przyjść?

Od: Kate
Pokaż: Oj nie! To już lepiej żebym ja przyszła!
Za pół godziny usłyszałam dzwonek do drzwi. W nich ujrzałam Kate z zaczerwienionymi oczami. Od razu wciągnęłam ją do mieszkania i przytuliłam. Dowlekłyśmy się do kanapy i tam zwaliłyśmy. Wtedy łzy leciały już jej ciurkiem. Gładziłam ją po głowie, a ona po prostu leżała w moich objęciach.
-Co się stało?- zapytałam kołysząc ją. Nie dostałam odpowiedzi. Ponowiłam próbę-Coś z tatą, bratem?- pokręcenie głową- Chora jesteś?- kolejne zaprzeczenie- Harry?- spróbowałam. Odpowiedź twierdząca.-ale przecież myślałam, że… że wszystko jest w porządku? Gdy o tym wszystkim opowiadałaś wydawałaś się być niewzruszona, silna…
-A jak myślisz, czy można po zerwaniu tak po prostu zapomnieć? Tak, tak wiem co teraz powiesz: „To była wasza wspólna decyzja, myślałam, że się z nią oswoiłaś” Ale tak nie jest!
-Wcale nie zamierzałam tego powiedzieć. I tak długo wytrzymałaś… no nie wiem udając? Czemu od razu do mnie nie przyszłaś?
-A tobie łatwo byłoby się przyznać po tym jak zapewniałaś, ze wszystko jest w porządku, że tak miało być, ze tego chciałaś? No właśnie. Jest ciężko, a zwłaszcza po wczorajszym wieczorze. Gdy go zobaczyłam chciałam mu się rzucić na szyję. Miesiąc się nie widzieliśmy i myślałam, że gdy wejdzie do Sali i go ujrzę utwierdzę się w przekonaniu, ze dobrze postąpiliśmy. A potem jak tańczył z innymi to po prostu miałam ochotę podejść do niego i…i- głos jej się załamał.
-Rozumiem, że ciężko było ci to znosić, ale jeśli mam cię pocieszyć to wcale nie dałaś tego po sobie poznać- próbowałam się uśmiechnąć.
-Dzięki- powiedziała wydmuchując noc- każdy z chłopaków poprosił mnie do tańca, Niall’ owi nawet udało się wywołać uśmiech na mojej twarzy, ale nie ważne! Z każdym tańczyłam, każdy mnie zapytał tylko on nie. Myślałam, ze rozstaliśmy się jako przyjaciele. A przyjaciele przecież tańczą! Chociażby na przykładzie twoim i jego, jesteście najlepszymi przyjaciółmi. A on nawet ze mną nie rozmawiał. Cały wieczór mnie unikał, nawet nie zaszczycił mnie spojrzeniem. – rozpłakała się na nowo.
-Wydaje mi się, że on potrzebuje czasu. Czuje się tak samo jak ty. Tylko nie chce dać tego po sobie poznać. Próbuje zatuszować to poprzez poznawanie nowych dziewczyn, ale wiem, ze cierpi tak samo jak ty. Dużo dla niego znaczyłaś. I nadal znaczysz. Wiesz przecież, ze jest zbyt dumny, żeby się do tego przyznać. Jest tylko jedna rzecz której nie mogę zrozumieć: Czemu zerwaliście?! Obydwoje teraz cierpicie!
-Teraz to ja naprawdę nie wiem czemu- kolejne łzy- nie wiem czemu nie wytrwaliśmy tego momentu zwątpienia. Przecież każdemu to się zdarza, prawda?
-Prawda- powiedziałam cicho i objęłam ją mocniej.
Przez kolejną godzinę uspokajałam Kate. Długo wytrzymała dusząc to w sobie. Ale w końcu każdemu przychodzi moment załamania, a Kate przyszedł właśnie teraz. Trochę się już uspokoiła, ale wiedziałam, że zanim wydobrzeje całkowicie, minie jeszcze sporo czasu, raczej nie pomoże jej widywanie się z Harrym.
-Ja cię tu zadręczam sprawami złamanego serca, a co z twoimi? Poważniejszymi? Jak rodzice?
-Oj nie przejmuj się.
-Ale nie! Pytam poważnie!
-Jeszcze trochę zostało do… zakończenie sprawy.
-Trochę, to znaczy ile?
 -Wszystko ma się wyjaśnić 2 lutego.
-No to nie trochę, tylko mało, jak dziś jest 27…- urwała na chwilę- jak sobie radzisz?
-Nie mówmy o tym proszę- westchnęłam- lepiej jest jak o tym nie myślę.
-A babcia?
-Nie drąż- wstałam z kanapy
-Dobrze, przepraszam. Masz te naleśniki?- ożywiła się.
-Tak są w lodówce, weź sobie.
Poszłyśmy do kuchni, Kate wzięła sobie resztki mojego dzisiejszego śniadania i usiadłyśmy przy stole. Rozmawiałyśmy o przyjęciu urodzinowym Harry’ego. To już niedługo bo 3-ego jest impreza, a 1-szego nasz Loczek kończy 18-nastkę.
-Jak ci idą przygotowania?- zapytałam
-Ciężko- popatrzyła na mnie znad talerza- nie jest łatwo szykować urodziny byłemu chłopakowi, ale nie mogę zrezygnować, obiecałam to chłopakom, jeszcze zanim…no wiesz…-urwała
-Wiem, wiem. Jeżeli chcesz jakiejkolwiek pomocy, to wiesz daj znać.
-Dziękuję, ale ty i tak masz dużo na głowie, rodzice, Majka, babcia. Dobra, dobra nic nie mówię, wiem że chcesz zapomnieć. Dan bardzo mi pomaga. Zajęła się gośćmi, lokalem.
-A właśnie co dziś robi?
-Ma jakąś próbę, a potem idzie się spotkać z Elką .
-Tą od Lou? Przypadli sobie do gustu- uśmiechnęłam się.
-Masz rację, coś czuję, ze kiedyś będą trochę bliżej niż tylko znajomi- tu zabawnie poruszyła brwiami. No, Kate odzyskuje humor!
Cały dzień spędziłyśmy razem. Dopiero wieczorem Kate wyszła. Wieczorem przyszła też Majka. Zaczęła pakować swoje rzeczy do pudeł. Nie wiem po co tak wcześnie, ale najwidoczniej chciała jak najszybciej wszystko załatwić. Wielki dzień (dla niej) miał nastąpić za 4 dni. Tak jak wcześniej nie odzywałyśmy się do siebie. Ja siedziałam w swoim pokoju, rozmawiając z Zuzką, a ona krzątała się po całym domu.
1 lutego
Dziś były urodziny Harolda. Był od jednak nadal u rodziców, więc zostało tylko na wysłaniu sms’a.  Po szkole Kate miała jakieś spotkanie w sprawie wynajęcia klubu. Potem powiedziała, ze wpadnie do mnie pouczyć się do matematyki. Choć znając ją jej uczenie będzie polegało na przeglądaniu tt i fb. Ale pożyjemy zobaczymy. O 18 usłyszałam dzwonek do drzwi, a w nich ujrzałam Blondynę. Weszła, zdjęła kurtkę i na wstępie przywitała mnie słowami:
-Jakoś tak tu puściej..?- popatrzyłam na nią znacząco, zakryła dłońmi usta- Ojej! To już? Już się wyprowadziła? Nie wiedziałam, przepraszam..
-W porządku. Wczoraj zabrała wszystkie pudła.
-Byłaś u niej w mieszkaniu?
-Nie. I jak na rezie nie zamierzam.
-Czemu?
-Bo nie rozstałyśmy się w hmm… dobrym nastroju.
-To przykre…
-Wiem. Ale nie ważne. W lodówce masz cos do zjedzenia jak chcesz. Aj idę do siebie musze porobić trochę zadań. Nie patrz tak na mnie.
-Przecież ty nigdy nie robisz zadań!
-Wiem! Ale dziś jak siedziałam na matmie to nie rozumiałam nic! Kompletnie.
Uczyłam się jeszcze 1,5 godziny po przyjściu Kate. W końcu dałam spokój i poszłam do kuchni. Tam, ku mojemu zdziwieniu, zastałam przyjaciółkę pochylona nad książkami od: UWAGA! Matematyki.
-Nie wierzę! Co smutek z Toba zrobił!- popatrzyła na mnie swoimi smutnymi, jakby zaczerwienionymi oczami- Przepraszam! Nie chciałam!
-Mhmm.
Podeszłam do niej i ją objęłam. Ona wyspowodziła się z moich objęć i dalej zaczęła skrobać coś na kartce. Ja natomiast podeszłam do lodówki i zaczęłam robić obiad. Wybór nie był duży, a powiedziałabym raczej żaden. Ugotowałam makaron, pokroiłam cebulę, pomidory, mozzarellę, oliwki. Wszystko to wrzuciłam na makaron (już ugotowany). Doprawiłam przyprawami, oliwą i gotowe.
-Kate! Chcesz obiad?
-A co masz?!
-Makaron!
-Idę!
Zjadłyśmy obiad i poczłapałyśmy do telewizora. Zwaliłyśmy się na kanapę i oglądałyśmy program „Dom jak marzenie”. Zerknęłam na zegarek. Była 20:15. O 20:30 Niall wsiadał do samolotu do Londynu. Złapałam za telefon i chciałam cos mu napisać przed podróżą… Tylko co? Miłego lotu? Przyjemniej podróży, kochanie? Tylko nie spadnijcie? Nic nie przychodziło mi do głowy, odłożyłam telefon i przeszłam do pozycji horyzontalnej co Kate zdążyła już uczynić. Po kilku minutach zapadłam w sen.  Obudziłam się dopiero rano, o 6. Teraz już po całym ciele chodziły mrówki. Zobaczyłam, ze Kate śpi nadal w tej samej pozycji, tyle, ze teraz uśmiechając się. Ciekawe co jej się śni? Wstałam i poszłam wziąć prysznic. Umyłam głowę, wysuszyłam ją i zawinięta w szlafrok powędrowałam zrobić śniadanie. Było wcześnie, a my szłyśmy do szkoły na dziewiątą, więc postanowiłam zrobić coś więcej niż płatki z mlekiem. Usmażyłam jajka na bekonie i wycisnęłam sok z pomarańczy.
-O shit! Zasnęłam!- dało się słyszeć Kate.
Już po chwili ujrzałam ją w progu kuchni.
-Co pichcisz?
-Jajka, chcesz?
-Pytanie! Tylko najpierw skoczę pod prysznic jeśli nie masz nic przeciwko.
-Tylko się pospiesz!- krzyknęłam gdy zamykała drzwi.
Po 15 minutach stała w samej bieliźnie koło mnie.
-Dobrze, ze w torebce zawsze nisze zapasowe gacie…-mruknęła  
-Siadaj, nie gadaj.
Śniadanie zjadłyśmy w milczeniu. Potem, ja zmywałam, Kate wycierała ścierką. Ze wszystkim szybko się uporałyśmy, bo nie było dużo do roboty. Zaraz potem Blondyna rzuciła się na kanapę w salonie skacząc po programach. Już chciałam się dociąć kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Kogo niesie?- zapytała Kata, a ja wzruszyłam ramionami i poczłapałam do drzwi. W nich ujrzałam… Harry’ ego.
-Harry? Co ty tu robisz?- zdziwiłam się
-Niespodzianka!- zawołał, uniosłam brwi- No dobra, wszystko ci powiem tylko wpuść mnie do środa, piździ!- zaprosiłam go gestem, a on zdjął kurtkę i buty.
Poszedł za mną do salonu, a tam zastaliśmy Kate… w bieliźnie, która nadal nie zdążyła się ubrać. Gdy ta tylko zobaczyła Harolda zaczerwieniła się i coś tam mruknęła na znak, ze musi szybko iść do łazienki. Czuła się podwójnie zawstydzona, po pierwsze co raz bardziej przeżywa brak Harry’ego, a po drugie… niecodziennie wita się osobę płci męskiej w bieliźnie. Loczek nadal stał w osłupieniu i nie był w stanie wydobyć z siebie dźwięku.
-Nocowała u mnie i nie spodziewałyśmy się twojej wizyty- wyjaśniłam
-To może ja pójdę.
-Nie wygłupiaj się!- zaprotestowałam- Zostań i powiedz co cię sprowadza.
-Jak wiesz wszystko pojechaliśmy z wizytą do naszych rodzin. Wszyscy również mieli dziś wracać. Niall powinien być już w domu, ale napisał mi, ze samolot nie mógł wczoraj odlecieć z powodu pogody. A Lou, który również powinien był się pojawić napisał, że przedłuża pobyt o jeden dzień, a ja… nie mam jak się dostać do domu, Zayn i Liam wracają dopiero popołudniu. A ja… chyba zostawiłem klucze u rodziców. A na dworze piździ- mówił z uśmiechem Harold.
-Debil- powiedziałam ze śmiechem- a tak w ogóle: wszystkiego najlepszego braciszku!- mocno go przytuliłam.
-Ale urodziny miałem wczoraj.
-Oj dobra, dobra, już nie bądź taki skromy- powiedziałam ze śmiechem
-Ech! Przecież ja jestem skromy! A tak wgl, na którą idziecie do szkoły?
-Na 9, musimy wyjść 8:30, na pierwszej lekcji mamy sprawdzian z matmy- skrzywiłam się.
-W takim razie powodzenia.
-Nie dziękuję. Jeśli jesteś głody w lodówce cos sobie znajdź, a ja teraz musze się ubrać.
Powędrowałam do pokoju z nadzieją znalezienia Kate, nam jej nie było, w pokoju Majki: to samo, wreszcie poszłam do wspomnianej przez nią łazienki. Tam zastałam ją na sedesie szlochającą. Podeszłam do niej i ją przytuliłam, a ona rozpłakała się na dobre.
-Cii, cii! Nie płacz. Już dobrze.
-Nic nie jest dobrze!- wybuchła- Skoro chce mi się płakać na sam jego widok! To nic nie jest dobrze! I jeszcze to, ze zobaczył mnie w samej bieliźnie, co on teraz o mnie sobie myśli?!
-Powiem ci jedno po tym jak wybiegłaś chwilę trwało zanim doszedł do siebie- puściłam jej oko
-Oj przestań- dała pi kuksańca, lecz cień uśmiechu pojawił się na jej twarzy.
-Jedno wiem na pewno. Nie możesz to się chować. Chodź! Pójdziemy znaleźć ci coś do ubrania i zejdziemy do niego. No to szperaj sobie w szafie- powiedziałam gdy weszłyśmy do mojego pokoju.
-Nie chce mi się, ty mi coś znajdź.
-Ugh!
Wyciągnęłam 2 zestawy JEDEN dla Kate, a DRUGI dla mnie.
- O widzę, ze nosisz ten sweter ode mnie- powiedziała przez łzy
-Tak zaśmiałam się, a teraz chodź!-pociągnęłam ją za rękę.
Weszłyśmy do kuchni gdzie stał Harry i coś sobie przygotowywał, popatrzył na nas przez ramie i skinął głową. Kate spojrzała na mnie z miną „A nie mówiłam!”
-Słuchajcie tego już za wiele! Niby rozstaliście się w przyjaźni, a nie możecie nawet wymienić szybkiego „cześc”. Co z wami? Ile wy macie lat?!Zachowujecie się jak dzieci!
Obydwoje spojrzeli na mnie spode łba, jakbym była wariatką.
-Weźcie się ogarnijcie! Zostawiam was SAMYCH! Idę do szkoły i ciebie- tu wskazałam na Kate- chce widzieć tam za pół godziny! A ty- tu wskazałam na Harolda- ty zamknij drzwi kluczem, który jest na szafce i było by miło gdybyś podrzucił mi go pod szkołę, chyba, ze nie zamierzasz wychodzić stąd przed 19, bo my Kate dziś znowu zaczynamy pracę.
To mówiąc teatralnie trzasnęłam drzwiami wyjściowymi. Mam nadzieję, że moje, trochę przesadzone, przedstawienie, przyniesie skutki.
~~~~
Wiele z Was pytało się czemu Kate i Harry tak mało przeżywają to co się ostatnio stało, przeczytałam jeszcze raz ostatnie rozdziały i doszłam do wniosku, ze macie całkowitą rację. Nie pisałam o ich uczuciach... Mam nadzieję, że teraz choć trochę się zrehabilitowałam?
No, to tak na sam początek, bo ta sprawa nie dawała mi spać po nocach xD
Co do tego czy będą jeszcze razem to potrzymam Was jeszcze trochę w niepewności. Może tak... może nie... Jeśli dotrwacie do tego momentu to się przekonacie ;p Żeby trochę Was naprowadzić powiem, że jeszcze kilka rozdziałów... Chyba, ze zmienię zdanie xD Nie no żartuję.
A teraz sprawy organizacyjne: wyjeżdżam jutro na wakacje z rodzicami do... w sumie nie będę przynudzać gdzie. Nie będzie mnie tydzień i najprawdopodobniej nie będę miała internetu. Buuuuu! ;( No, i to tyle spraw organizacyjnych;p
A teraz sprawy przyjemne. Jak Wam mija końcówka wakacji? I jeśli można wiedzieć do której klasy teraz idziecie? Bo ja jestem bardzo ciekawa ;p Enjoy summer! ;D

Czymcie sie ;*

Han*


6 komentarzy:

  1. Bardzo fajny rozdział czekam na następny :*
    mam nadzieje ze Harry będzie z Kate
    Zapraszam do mnie http://mystoryaboutonedirection-milly.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem na uczelni Mat’ a, który zdaje semestr. - to zdanie było... dziwne. Mogłaś napisać "Jestem na uczelni Mat'a, bo będzie zdawał egzamin semestralny" Czy jakoś tak ;o No ale nie mam żadnych zastrzeżeń co do tego rozdziału, prócz tego jednego zdania, bo dla mnie było niezrozumiałe. Ale to pewnie dlatego, że ja ciemna jestem..:D Kate i Harry do siebie pasują, zdecydowanie. Mogliby się zejść, bo po co tu cierpieć. Ale nie ingeruję w to co piszesz, bo to twoje pomysły i ja jestem twoją wierną czytelniczką i kocham twój talent, i ciebie przy okazji (ale nie,że ten.. tylko jako pisarkę:D) No cóż, pozostało mi tylko czekać na następny rozdział. :)


    Aa , no tak. Chciałam cię poinformować o rozdziale 14, który niedawno pojawił się na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo udany rozdział ;P:P miłego wyjazdu:P
    czekam na następny rozdział:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny rozdział! No i udanego i przyjemnego wyjazdu oczywiście! Z niecierpliwością czekam na next'a ♥

    ZAPRASZAM NA OPOWIADANIE O 1D I NASTOLATKACH, KTÓRZY WIODĄ NORMALNE ŻYCIE, DO CZASU... http://episode-of-skins.blogspot.com/
    ORAZ NA HISTORIĘ POŚWIĘCONĄ WILKOM I DZIEWCZYNIE, KTÓRA MA Z NIMI WIĘCEJ WSPÓLNEGO NIŻ JEJ SIĘ WYDAJE: http://boundary-forest-mystery.blogspot.com/

    BARDZO, ALE TO BARDZO PRZEPRASZAM ZA SPAM! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć! Twój blog został właśnie dodany do największego spisu alfabetycznego opowiadań o 1D w sieci (czytaj-1d.blogspot.com) Jeżeli chcesz, aby potencjalni czytelnicy mogli jeszcze łatwiej odszukać Twojego bloga zostaw komentarz na stronie z linkiem i informacją o rodzaju opowiadania(bromance,obyczajowe,komedia,fantastyczne,dramat,kryminał,jednoparty itd.) i głównym bohaterze (Zayn,Niall,Louis,Harry lub Liam) W czasie krótszym niż 14 dni umieścimy Twojego bloga w spisie tematycznym, który jest codziennie przeglądany przez ponad 500 osób :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że napisałaś o uczuciach Harry'ego i Kate. Chyba tylko tego brakowało do ideału ;> A tak w ogóle, to co z Loczkiem i Hanią? Wiesz, że jestem fanką zamieszania między nimi, haha.
    Ogólnie świetny rozdział!
    Przepraszam, że tak krótko, ale nie mam weny na komentarze... Ale i tak uwielbiam twojego bloga! I nawet nie myśl o żadnym zawieszaniu! Nowy rozdział! Tu i teraz! xx

    OdpowiedzUsuń